Sierpień 10 2022 09:16:18
Nawigacja
· Strona główna
· FAQ
· Kontakt
· Galeria zdjęć
· Szukaj
NASZA HISTORIA
· Symbole gminy
· Miejscowości
· Sławne rody
· Szkoły
· Biogramy
· Powstańcy Wielkopolscy
· II wojna światowa
· Kroniki
· Kościoły
· Cmentarze
· Dwory i pałace
· Utwory literackie
· Źródła historyczne
· Z prasy
· Opracowania
· Dla genealogów
· Czas, czy ludzie?
· Nadesłane
· Z domowego albumu
· Ciekawostki
· Kalendarium
· Słowniczek
ZAJRZYJ NA


KTO STAŁ ZA ZAMACHEM NA GEN. WŁADYSŁAWA SIKORSKIEGO?

W dniu 4 lipca 1943 r. w katastrofie lotniczej w Gibraltarze, zginął Premier Rządu Polskiego na uchodźstwie i Wódz Naczelny Polskich Sił Zbrojnych. Śmierć ta przez nie do końca wyjaśnione okoliczności budziła kontrowersyjne opinie i hipotezy niemal natychmiast po wypadku aż do dzisiaj. W 59 lat od zakończenia wojny, nadal jesteśmy zdani na domysły i spekulacje jako że brytyjczycy z jakichś powodów, przedłużyli klauzulę tajności dokumentów w tej sprawie do 75 lat.

Bombowiec B-24 C, dostosowany jako osobisty samolot brytyjskiego premiera Churchilla, zabierał 2,300 kg ładunku i przewoził go na odległość 2,700 km w ciągu ok. 7 godzin, z prędkością max 467 km/h. Załoga liczyła 10 ludzi.

By rozsądzić czy był to wypadek, czy ukartowany na wypadek zamach, należy ustalić kto był zainteresowany śmiercią gen Sikorskiego? Dla ówczesnych śmiertelnych wrogów Polski, (III Rzesza i ZSRR) Sikorski był niewygodny ale nie aż tak ważny, by organizować na niego zamach. Pozostają sojusznicy. USA w czasie wojny raczej nie wtrącały się do spraw polskich, uznając je za domenę brytyjczyków. Pozostają brytyjczycy.

Upór gen. Sikorskiego w wyjaśnianiu prawdy o zamordowaniu przez NKWD, ponad 10 tysięcy polskich oficerów w Katyniu, doprowadził do zerwania stosunków polsko-sowieckich i wyprowadzeniem Armii „Andersa” z ZSRR do Iranu. Sikorski nie chciał zaakceptować oficjalnej wersji aliantów, przyjętej pod presją ZSRR, jakoby mordu na polskich jeńcach, dokonali Niemcy. Nieustępliwość Stalina powodowała że Sikorski był zagrożeniem dla sojuszu W. Brytanii ze Stalinem oraz realną groźbą zachwiania koalicji antyhitlerowskiej. Śmierć Sikorskiego likwidowała źródło tych zadrażnień. Nie ma więc wątpliwości, że ze śmierci Sikorskiego, najbardziej cieszyli się nie wrogowie a najbliższy sojusznik w osobie Churchilla.

W świetle tego ustalenia, pojawiające się niżej wyszczególnione niejasności co do okoliczności katastrofy, nabierają konkretnego znaczenia:
– Komisja brytyjska uznała że przyczyną katastrofy było zablokowanie sterów wysokości samolotu, lecz nie wskazała co zablokowało stery (zdarzenie prawie niemożliwe);
– Nie ma jasności czy samolot wodował czy uderzył w lustro wody jak twierdzi pilot;
– Stan wraku samolotu wskazuje że doznał on uszkodzeń które ani nie wykluczają ani nie potwierdzają żadnej z wersji;
– Fachowcy uznali że przy tej prędkości, wysokości i zablokowanych sterach, samolot winien zderzyć się z lustrem wody w bezpośredniej bliskości brzegu, ale jego wrak spoczywał na dnie ok. 1,000 m od brzegu, co wskazuje na zamierzone wodowanie;
– Świadkowie z obsługi naziemnej nie słyszeli odgłosu uderzenia w wodę i byli przekonani że samolot wodował;
– Gdyby samolot uderzył w wodę, zniszczeniu uległaby przede wszystkim kabina pilotów a śmierć pilota byłaby nieunikniona, lecz jako jedyny ocalał pilot;
– Nie jest znany ciężar ładunku i jego rozmieszczenie na pokładzie samolotu (kabina pasażerów znajdowała się za lukiem bombowym co zmieniało wyważenie maszyny, ale z takim układem ładunku, samolot bezpiecznie przeleciał z Kairu);
– Nie jest jasne, czy pilot Prchal nie był pod wpływem alkoholu lub podobnie działającego środka;
– Pilot mógł być przygotowany na wodowanie i miał ubraną kamizelkę ratunkową, którą piloci zwykle wieszali za fotelem. Świadkowie – ratownicy twierdzą że pilot w czasie wyciągania z wody miał ubraną kamizelkę, czemu on zaprzecza;
– Prchal w 1943 roku twierdził że samolot osiągnął po starcie wysokość 45 metrów a w 1953 roku – 91 metrów, podczas gdy świadkowie z obsługi naziemnej startu twierdzą że wysokość nie była większa niż 30 metrów. Tak niski pułap lotu przemawia za zamiarem łagodnego wodowania;
– Specyficzne rany na głowach wyłowionych ciał pasa-żerów samolotu, nie mogły powstać w wyniku katastrofy samolotu. Sekcji zwłok nie przeprowadzono co nie pozwoliło ustalić czy pasażerowie utonęli czy zostali uśmierceni przed katastrofą bądź po niej;
– Nie jest pewne czy w popołudniowym przyjęciu w ambasadzie USA, uczestniczył Generał czy jego sobowtór i osobnicy przebrani za ludzi z jego otoczenia;
– Akcja ratownicza rozpoczęła się natychmiast, czyli jednostki ratownicze nie musiały wypływać z portu, były na miejscu katastrofy przed katastrofą.

Wywiad którego udzielił płk. Mark Bruno Nadolczak w dniu 10. XII. 1998 r., rzuca dodatkowe światło na ten problem. Opisuje okoliczności i przebieg wydarzeń związanych z ostatnim lotem Naczelnego Wodza. Operuje szczegółami znanymi tylko ludziom z najbliższego otoczenia Generała.

Całości wywiadu ze względów redakcyjnych nie da się przytoczyć, co zmusza do cytowania tylko jego najistotniejszych fragmentów.

Gen. Sikorski swój zamiar inspekcji armii Andersa w Palestynie uzgadniał z Churchillem. Płk Nadolczak opisuje to tak: Kiedy Sikorski do Churchilla zadzwonił, że chce zwiedzić armię Andersa, Churchill odpowiedział, „Niech Pan Premier siedzi na tyłku, bo Anders szykuje na Pana zamach”. Bardzo tego Churchill później żałował. Przyznał się, że za dużo wypił. Sikorski oczywiście wyśmiał go. Sikorski miał swoich ludzi przecież u Andersa. Więc doszło do targów do tego stopnia, że się zaczęli kłócić... Więc doszło do tego momentu, że Sikorski w pewnej chwili stuknął podobno pięścią w stół ...Na co Churchill odpowiedział:

„To, żeby Panu się nic nie stało w czasie podróży. Ba, by nie oskarżyli mnie, że ja do Stalina powiedziałem, że Wasz naczelny wódz leci do Andersa i że go tam można sprzątnąć. To Panu daję swój samolot i swoją załogę”. Wtedy zbratali się z Churchillem do tego stopnia, że Sikorski pozwolił na śpiewanie i trąbienie „My Pierwsza Brygada”, czego nie wolno było.

Kiedy leciał, już po wizytacji Armii Andersa, w Kairze go zatrzymali, tzn. jak samolot wylądował w Kairze to już była radio-depesza, żeby zatrzymać samolot...

Jest przyjęcie u gubernatora wojskowego (już w Gibraltarze), zakrapiane alkoholem, jest ciepło i godzina trzecia po południu. Drugi pilot (major lotnictwa republiki Nowa Zelandia), idzie przygotować maszynę do odlotu. Przy maszynie, ku swemu zdumieniu, zatrzymuje go z bagnetem na karabinie wartownik. Major legitymuje się, że jest kopilotem. Na to ten wartownik powiada, „Nie mogę pana majora wpuścić, ale wystrzelę, to jest umówiony znak dla lotnika danego dnia (kierownika lotów), obsługującego i zarządzającego lotniska, że ma przyjść tutaj do tego samolotu”. I przychodzi oficer, lotnik Anglik i mówi, „I standing orders”, czyli te rozkazy, jakie Pan miał są nieważne. Jest zmiana tej sytuacji. „Ja mam osobiście rozkaz, żeby sprawdzić czy maszyna jest gotowa do lotu”. Na to major pyta dlaczego. „Bo Wy Polacy, gdyby coś stało się stąd po drodze do Londynu, to na pewno powiecie, że to był sabotaż sowieckiej misji, która odleciała. A na to my sobie politycznie nie możemy pozwolić. Premier Churchill nie może pozwolić. I idą. Tamten (czyli oficer angiel.) sprawdza. Powiada, że wszystko w porządku. Wszystko gra. Oficer dnia ściska rękę. Pyta kiedy przyjdzie pilot. „Ma być o piątej”. „Więc niech Pan pilnuje bo tam sobie popiją. Niech Pan bardzo ster pilnuje” – powiada oficer brytyjski.

Przychodzi dowódca samolotu Prchal – Czech, syn generała czeskiego. Jest majorem lotnictwa i jest pilotem samolotu Churchilla, wypożyczonego do lotu do Armii Andersa, Sikorskiemu.

Więc major (II pilot) mówi do oficera brytyjskiego, że taka i taka sytuacja zaszła i dodaje, że Prchal nie pił. „To w takim razie, powiedz załodze, żeby wszyscy założyli Mae Westy (kamizelki ratunkowe). Pilot Prchal powiada – „To chodźmy jeszcze drugi raz sprawdzić”. Sprawdzają i okazuje się, że ster wysokościowy z tyłu, który podnosi samolot w górę, zacina się. Tzn. można go ruszać ale nie jest wolny.

Na to II pilot mówi do Prchala, że trzeba zawołać oficera dnia (kierownika lotów). Zawołali go. Przyjechał jeepem zły. „Co się stało?” Mówią mu, co zauważyli. On odpowiada: „Człowieku, przecież maszyna jeszcze chodzi na wolnych obrotach, jeszcze olej się nie rozszedł. A na to ten nowozelandczyk „do jasnej cholery, jest 85 stopni, a ty mówisz, że się olej nie rozszedł?”, masz 10 minut czasu do załatwienia tej sprawy. Bye, bye”. I już. Oficer dnia odwrócił się i odszedł niczego nie naprawiając. Lecieć czy nie lecieć.

A ta cała załoga z generałem tak rozrabiała w tej kabinie, że powstał bałagan a najwięcej rozrabiała córka Sikorskiego, Zofia (Leśniowska), tym swoim dyszkantem, a miała taki wysoki głos, jak mówiła szeptem, to w uszach wierciało. Ja o tym wiedziałem, ponieważ zanim wyjechałem do Anglii, to siedziałem jako oficer do zleceń Sikorskiego, jak dziecko musiałem jego obsługiwać.

Ale wracajmy do tematu. Wreszcie już jest znak żeby lecieć. Wystartowali. Doszło do tego, że już są nad zatoką. Pilot włącza stery wysokościowe i nic. Szarpią we dwójkę. Nie idzie. Samolot zaczyna kosiakiem (lotem koszącym – nisko) iść w dół. Tutaj muszę powiedzieć, że cały ten manewr pilotów był bardzo jasny, otwarty, i słuszny. – „Otwórz twoją stronę”. Te gondole szklane były otwierane. Krzyknął do kopilota „wyskakuj!”. „Otwieraj i wyskakuj żeby był świadek na wypadek co się stanie. Chciał podnieść jeszcze tę maszynę w momencie, kiedy tym samolotem zaczęło jednocześnie szarpać.

Samolot wpadł do wody, zderzył się, i złamał się w pół. Ta tylna część z pasażerami zaczęła tonąć. Była noc i widoczne były zapalone światła, które wcale z lądu nie odbijały, a zaczęły się zbliżać od strony morza. Zauważył ten kopilot, że te ratownicze łodzie to z tyłu od morza czekały już. Po latach wyszło, że sabotażu dokonała ekipa specjalna brytyjska na wykańczanie niepotrzebnych ludzi. Co więcej, kopilot widział te różne światła i słyszał w pewnej chwili okrzyk kobiety krzyczącej po angielsku, „Ratujcie Generała. On jest polskim wodzem naczelnym i premierem”. Tak że w dalszym ciągu te łodzie były tam, gdzie są światła latarek, które były przy Mae-Westkach. Widać było że łodzie (które czekały), do tych światełek zbliżają się. I to co powiedział Prchal, „zauważyłem, że ta łódź była blisko. Ta nagła cisza. Jeśli był krzyk – ja tu jestem, ja tu jestem, te krzyki zacichły albo zmogły się jeszcze raz. Później okazało się, że ci na tych łodziach rąbali Go toporami. Bili Go. Później nastała cisza. Skończyło się”.

Okręt polski, niszczyciel Orkan dostaje radiogram, żeby wpłynąć na zatokę, wypuścić nurków i szukać skrzyń z aktami. Oni tych skrzyń nie znaleźli, ale znaleźli w pidżamie kobietę z odciętą głową i znaleźli porucznika marynarki z odciętą ręką. Okazało się, że porucznik, Józef Ponikiewski był ulubionym adiutantem Sikorskiego, i gdziekolwiek Sikorski się wybierał, to zawsze brał Ponikiewskiego, który teczkę naczelnego wodza miał na skuwce na ręce, żeby nie zgubić. Więc rękę jemu odcięli. Ta ręka była ucięta i tego człowieka bez ręki w mundurze wciągają też na pokład – na ten polski torpedowiec.

Zastępca dowódcy (Orkana) mówi, kobieta – topielica wciągnięta na okręt, powoduje to, że ten okręt w ciągu 10 dni ginie. Więc ci się śmieją. Zgłupiałeś, i tak dalej. Jeśli to jest kobieta – oni przecież nie wiedzieli, że to córka Sikorskiego – to my mamy obowiązek zachowania i zaradiowania, niech to Londyn załatwi. Wówczas ten zastępca dowódcy topielicę wyrzucił z powrotem do wody. W przesądy wierzył. Sikorskiego znaleźli później.

Jeśli Brytyjczycy wyłowili skrzynię na dnie morza, oni tych topielców też wyłowili.

Jest wielki pogrzeb z honorami. Polska Brygada Spadochronowa jako konwój pogrzebowy. Jest msza w katedrze katolickiej. Przychodzi Churchill i płacze, jak gdyby on o tym nie wiedział.

(Płk. Mark Bruno Nadolczak)

---------------------------------

Tyle płk Nadolczak i chociaż w tej relacji są nieścisłości, to całość jest spójna i dość wiarygodna. Do technicznych nieścisłości można zaliczyć zwrot „Pilot włącza stery wysokościowe i nic”. Ster głębokości, jest jednym z elementów konstrukcyjnych umożliwiającym start, bez działania którego start byłby niemożliwy. Nieścisłość merytoryczna to jakby relacja II pilota który katastrofy nie przeżył, ale dotyczy ona szczegółów i nie zmienia zasadniczego wątku.

Gdyby przyjąć zupełnie prawdopodobną wersję płk Nadolczaka – „Wykończyli go Brytyjczycy”, najciekawsza jest odpowiedź na pytanie „czy Sikorski na miejscu Churchilla, postąpiłby tak samo?”. Śmiem wątpić, my Polacy a więc i generał Sikorski, lojalność wobec sojusznika traktujemy jako probierz honoru. Est hominium memoriam, czyli – jak daleko sięga pamięć ludzka, Polacy sojuszników nie wysyłali na szafot.

(Do druku przygotował Cezary Rozwadowski.)
---------------------------------

PATRIOTYCZNY RUCH POLSKI
NR. 100 15. VII. 2004 R.
Nowy Jork, Chicago, Toronto, Warszawa
www.patrioci.org

______________
Dla www.klasaa.net
w internecie znalazł:
Leonard Dwornik

WARTO ZOBACZYĆ
Dwór Drobnin

Kościół Pawłowice

Dwór Oporowo

Kościół Drobnin

Pałac Pawłowice

Kościół Oporowo

Pałac Garzyn

Dwór Lubonia

Pałac Górzno
Wygenerowano w sekund: 0.01 4,814,676 Unikalnych wizyt