Październik 04 2022 09:44:48
Nawigacja
· Strona główna
· FAQ
· Kontakt
· Galeria zdjęć
· Szukaj
NASZA HISTORIA
· Symbole gminy
· Miejscowości
· Sławne rody
· Szkoły
· Biogramy
· Powstańcy Wielkopolscy
· II wojna światowa
· Kroniki
· Kościoły
· Cmentarze
· Dwory i pałace
· Utwory literackie
· Źródła historyczne
· Z prasy
· Opracowania
· Dla genealogów
· Czas, czy ludzie?
· Nadesłane
· Z domowego albumu
· Ciekawostki
· Kalendarium
· Słowniczek
ZAJRZYJ NA


Przypisy LD do wiersza Franciszka Morawskiego "Powrót"
przypisanego bratu Józefowi, jako współświadkowi wielkich pamiątek.

______________________

Lucjan Hipolit Siemieński w „Żywocie Franciszka Morawskiego” („Dzieła Lucyana Siemieńskiego” – „Portrety literackie”, Warszawa 1881) tak oto wzmiankuje referendarza Józefa Morawskiego z Oporowa.

Str. 82-83. „[...]. Mały i niepoczesny dworek w Oporowie bywał najczęściej punktem zebrania całej rodziny. Gdzie się to i jak wszystko mieściło, wytłómaczy chyba właściwość domów polskich rozszerzania się do nieskończoności. Zastawałeś więc zawsze ciasne a nizkie pokoiki pełne córek, zięciów, wnucząt, krewnych i sąsiadów, ale w nich jak wymiótł, jeżeli w poblizkim kościółku było nabożeństwo. Towarzystwo zwykle gruppowało się około referendarza [Józefa, starszego brata generała, i żony z domu Łubieńskiej, córki byłego ministra – przyp. LS] albo jego żony. Nierzadko znalazłeś w niem gości z najrozmaitszych i najoddaleńszych dzielnic Polski. Wiadomo, jak liczna jest rodzina Łubieńskich. Pod koniec życia pan minister liczył niemal sto osób od siebie pochodzących, a do każdej przynajmniej raz w rok pisywał. Ta to pochopność do korrespondencyi, która całą tę rodzinę odznacza, sprawiała, żeś w Oporowie zawsze zastawał najświeższe i najobfitsze wiadomości ze wszystkich stron świata. Ztąd też wstępna pogadanka przechodziła natychmiast w poważną rozmowę: to o polityce, to o literaturze, w której starsi i młodsi równie gorący udział brali. Kogokolwiek z nich zapytasz w jakimbądź przedmiocie, wszystko wie, wszystko umie, w każdej rzeczy ma dowcipne lub mądre zdanie, a przecież słucha cię uprzejmie, bada, pragnie się nauczyć i najmniejszą zasługę podnosi i wychwala. Nadzwyczajną zdolność i dziwną ruchliwość umysłu swych dzieci umiała roztropna matka ująć w karby niezłomnych zasad i pokierować ku poważnym i pożytecznym, a bezpiecznym naukom. Ona sama jedna wszystkie wychowała i wyuczyła. Zmuszona często całe dni przepędzać w łóżku z powodu puchliny w nogach, obracała godziny wolne od lekcyj na pisanie wykładów dla małych dzieci. Niektóre, jak n.p. historyę, potocznym wierszem układała. Kajety te, przepisywane w mnogich egzemplarzach, dotąd służą w wielu rodzinach wielkopolskich do pierwszych nauk dzieciom. [...]”

a w przypisie o Oporowie na str. 87 pisze: „W Oporowie, jak już nadmieniłem, mieszkał starszy brat generała Józef, referendarz, mąż znakomity obywatelstwem i nauką. Gdy mu się dziwiono, że żadnych dzieł nie pisze – powiadał, że czyni to z obawy, aby przypadkiem jakie jego słówko nie podało komu złej myśli, nie wprowadziło w błąd, nie zgorszyło...”

______________________

Kajetan Koźmian w swoich pamiętnikach („Pamiętniki Kajetana Koźmiana obejmujące wspomnienia od roku 1780 do roku 1815” – „Oddział II obejmujący wspomnienia od roku 1809 do 1815”, Poznań 1858) tak wspomina Józefa Morawskiego z okresu ich wspólnego referendarzowania u ministra Feliksa Łubieńskiego:

w rozdziale „Dalszy ciąg Rady Stanu „[...]. Co do referendarzów stanu, tych zastałem wszystkich zdolnych i gorliwych, jako to Karola Wojdę, Onufrego Wyczechowskiego, Józefa Morawskiego, Stawiskiego. Maxymilian Lewicki sekretarz rządu centralnego wraz ze mną powiększył ich grono. Wojda pierwszy z porządku referendarz był człowiekiem uczonym, w administracyi pruskiej i francuzkiej biegłym, francuzkim, a szczególniej niemieckim językiem łatwiej władający, aniżeli polskim, gdyż przez długie bawienie za granicą odwykł był od niego, zostając w sztabie jenerała Moreau; tłómaczył się jednak po polsku usty i piórem jasno i zwięźle. Onufry Wyczechowski szkól pruskich wychowaniec zdatny, lecz obyczajom, instytuciom a szczególniej wyobrażeniom umysłów polskich obcy, nie przypadał do smaku członkom Rady stanu, Łubieńskiemu ministrowi tylko był dogodnym. Ztąd jego przedstawienia jako pruskim duchem tchnące zawsze podzierano, a że będąc młodym zwykł się był spierać z starszymi, nie lubiono go. Jakoż wkrótce minister Łubieński wyniósł go na prezesa sądu, a na jego miejsce wyjednał nominacyą dla brata jego młodszego bardzo zdatnego pod względem prawnictwa, i mającego niepospolity talent tłómaczenia się. Józef Morawski znakomitym umysłem obdarzony, zacny, najlepszy Polak, mimo wielkich zdolności, że był zięciem ministra sprawiedliwości już nie obudzał takiej ufności na jaką zasługiwał. Uprzedzenia przeciw teściowi jego powzięte rozciągały stronne umysły może i do niego, tem więcej, że wówczas okazywał się gorliwym uczniem filozofii Kanta, i często swoję przedstawienia myślami i stylem tchnącym szkołą niemiecką zaprawiał. Stawiski przez czas urzędowania swego mato dał dowodów zdolności, gdyż pracy unikał. Lewicki Maxymilian znany i dobry austryacki prawnik, a w wyobrażeniach swoich więcej niemiecki jak polski urzędnik, chociaż w duszy i sercu najlepszy Polak, jasno widział, jasno pisał, lecz przez wygórowaną staranność dokładności tak długo i rozwlekle, że ta niezręczna dokładność mordując uwagę słuchających nudotą sama siebie truła; dodajmy do tego, że w czytaniu ton miał tak jednostajny, tak przewlekający, iż samego Staszica tak zawsze bystro słuchającego przedstawień nieraz uśpiła, zkąd często komiczna wynikła scena, dla niepowtarzania której Staszic albo stojący słuchał, albo unikał siadać przy tym Morfeuszu. Razu jednego Staszic słuchając zbyt długiego referatu zaczął drzymać, i wszedł w walkę z przemagającym snem, wstawał, marszczył brwi, zażywał tabakę, lecz sen go zwalczył, gdy się skończyło czytanie, po sessyi rzekł do członków: "Nie będę siadał przy tym "monotonicznym czytelniku, lub proszę, aby kto inny jego "pisma czytał; bo ja tonu jego głosu znieść nie mogę. "
Stanisław Grabowski był sekretarzem Rady stanu, uczony, pełen wiadomości, nadzwyczajną pamięcią celujący, ciągle roztargniony naukami i polityką, która była jego namiętnością, najmniej zdatny był do urzędu, który wymagał ciągłej uwagi, rozsądku i trafności w redakcyi spraw toczących się. Szczurowski sekretarz protokulista nie uczony, lecz nie tyle roztargniony, miał rzadki talent nagradzać to czego Grabowskiemu brakowało, w jasnem i treściwem wyrażeniu zdań szczególnych członków przy dyskusyach. Oddać atoli muszę sprawiedliwość Stanisławowi Grabowskiemu, iż czując swoję pod tym względem nieudolność ważniejszych decyzyi redakcyą zwykł był pokazywać referendarzom i ich rady i poprawki chętnie przyjmował.
Najpierwszy, jak pomnę, padł na mnie referat w interesie Stanisława Grabowskiego sekretarza Rady stanu ze skarbem tego księstwa, do którego rozpoznania już zastałem wyznaczoną deputacya z radzców stanu Woronicza, Grabowskiego. Rządkowskiego; do tej więc deputacyi dodany byłem, i ta powierzyła mi wygotowanie referatu. [...]

oraz w rozdziale „Dalszy ciąg wspomnień z czasu Księstwa Warszawskiego”, przedstawiającym jedną z pierwszych poważniejszych spraw prowadzonych od początku do końca przez autora wspomnień (głośną w owym czasie „sprawę Kuczyńskiego”) tak opisuje jej skutki polityczne po ogłoszeniu wyroku: „[...]. Na pierwszem posiedzeniu kilku członków Rady stanu uczyniło wniosek aby zebrawszy wszystkie reskrypta ministra w sprawie Kuczyńskiego do sądów wydane, przełożyć królowi konieczność zakreślenia granic władzy ministeryalnej, i wystawić całą. szkodliwość wpływów na niepodległość sądownictwa, z braku tego zakresu attrybucyi pochodzących. Poparł ten wniosek Stanisław Potocki prezes, i otóż znowu polecenie dane mi zredagowania takowego oskarżenia. Przytomni już byli na tem posiedzeniu wyłączeni referendarze. Morawski zięć ministra za żywo uczuł się dotkniętym zarzutami reskryptom ministra czynionym, i zaczął bronić teścia. Dano mu uczuć iż życzono sobie aby na posiedzeniu na którem toczyła się sprawa jego teścia nie znajdował się. Zrozumiał on te względy przyzwoitości i delikatności i wyszedł z sali, lecz nie bez żalu i niejakiej urazy. Próżno się wypraszałem i wymawiałem abeat a me calix iste zmuszony, zredagowałem przełożenie z całą należną względnością dla osoby ministra, wykazując mimowolny ale nieunikniony wpływ ministrów, tam gdzie zakresu władzy nie było, a złe ztąd wynikające raczej sędziom nie pojmującym swojej niepodległości jak ich zwierzchniemu dozorowi przyznałem. Rada stanu zaostrzyła niektóre wyrażenia, i przełożenie do króla przesłanem zostało. Myślałem że się na zawsze ministrowi naraziłem, który mnie zawsze do domu swego przyciągał z uprzejmością, lecz oddać mu muszę sprawiedliwość, że okazał względem mnie wiele szlachetności duszy. Gdy się z nim sam na sam znalazłem, zbliżył się do mnie i rzekł: "Chcą mnie zmusić do złożenia urzędu, bo nie wiem za co mnie nienawidzą, jestem prócz tego słaby i praca mnie nęka. Miłość dobra publicznego i sumienie krzepi mnie w tych przykrościach, których doznałem. Uprzedzono się, że chciałem dokuczyć Kuczyńskiemu. Krewnym jego jestem, skłonniejszym byłem zawsze do przychylności ku niemu niż do zemsty. Mogę mieć żal do Rady stanu, do pana żadnego nie mam, owszem szacuję cię jak szacowałem. Zrobiłeś swoją powinność, i pragnę zjednać sobie jego przyjaźń i lepszą od członków Rady opinią." Jakoż zawsze wzywał mnie do swego domu, na obiady zapraszał, z życzliwością przyjmował, równie w Warszawie jak później w emigracyi w Krakowie. Z referendarzem Morawskim wzajemnie wyrozumieliśmy sobie nasze sprzeczne położenia, jak wprzódy tak i później szanując się coraz ściślejszą zawiązaliśmy przyjaźń, dotąd trwa niezachwiana, owszem wzmocniona przez brata jego Franciszka jenerała ze mną niorozerwanym węzłem, i braterstwem dusz naszych spojonego, i ta przyjaźń do grobu naszego dotrwa. [...]

natomiast w rozdziale „Jan Paweł Pawęża Woronicz”, autor pamiętników wzmiankuje o znajomości tego członka Rady Stanu (późniejszego Prymasa) z referendarzem Józefem Morawskim oraz o jego opinii na temat zdolności literackich brata Józefa – Franciszka Morawskiego, pisząc:
[...] Woronicz między ministrami najwięcej czcił księcia Józefa z jego męztwa i szlachetności. Łubieńskiego ministra cenił pobożność i patriarchalność życia, mnie samego zachęcał do bywania w jego domu i sam tam uczęszczał, lubił tę całą rodzinę. Morawskiego Józefa referendarza, zdolnościom i chęciom oddawał słusznie sprawiedliwość, po Morawskim Franciszku bracie jego, z niektórych jego ognistych wierszy znakomitego poetę krajowi wróżył i nie zawiódł się. Badeniego rozsądek i trafność zdania, Grabowskiego Franciszka radzcy stanu, kasztelana potem wojewody prawość i pobożność niezmiernie szacował. [...] Z dawnych narodowych poetów najwięcej Woronicz cenił Kochanowskiego i Sarbiewskiego, ze współczesnych mu Naruszewicza, Trembeckiego, Krasickiego, Osińskiego, Felińskiego i Wężyka. Gdy będąc jeszcze kanonikiem warszawskim i radzca stanu przeczytał za księstwa warszawskiego Napoleidę poema całe w dityrambach Franciszka Morawskiego ogniste, silne, lecz jak zwykle młodego poety przesadne i w myślach nieco zawikłane, unosił się przedemną nad jego pięknością, a gdy z ust moich usłyszał krytykę rzekł: "To jest młody człowiek, wiek uhamuje zbytni zapęd, a poezya zostanie bo jest już w duszy. Łatwiej ogień przygasić jak go bez zarzewia wzniecić. Wierzaj mi ten młody człowiek będzie znakomitym poetą" i zgadł.
Powszechnie rzewność, smętność i narzekania Woronicza przypisywano jego cierpieniu na śledzionę. Ja mniemam, że losy kraju naszego, te przejścia z świetności do nadziei, z nadziei do przepaści i znowu do odżycia, czego był uczestnikiem i świadkiem, na tej czułej, zacnej, i czystą. miłością kraju gorejącej duszy, wycisnęły piętno ciągłych cierpień, i charakter jego w narzekający, płaczliwy zmieniło. Pismo święte w które się wczytał, prorocy którymi się karmił, nie dostarczyły mu pociech ale łez. Słyszałem od Józefa Morawskiego referendarza, którego on lubił i cenił, iż raz zastał go nad wierszami z obwiązaną głową serwetą białą zmaczaną w gorącem winie. "Czy księdza radzcę stanu głowa boli" zapytał Morawski, "nie" odpowiedział, "ale tym sposobem budzę w sobie imaginacyą, aby wydołała moim uczuciom i boleściom "serca", i przeczytał mu świeży poetyczny utwór żalów nad nieszczęściami i upadkiem kraju, w którym silne gromy rzucał na nieprzyjaciół jego. Gdy Morawski znalazł je za mocne "młody jesteś", odpowiedział z żywością "nie "widziałeś tego co ja, jak z tych okien (i wskazał na zamek królewski) cudzoziemiec w kubraku pogwizdując wyrzucał na śmiecie sprzęty z sali obrad narodowych. "
Jakkolwiek bądź jeżeli tę żałość i rzewność Woronicza któremi wszystkie pisma wierszem i prozą zaprawiał, przynajmniej w części przypisać należało jego fizycznej chorobie, tak jak dziś wielu u jednego z młodych poetów bolesne jego treny cierpiącemu jego zdrowiu przyznaje, któżby z Polaków czystą miłością kraju pałających nie życzył, aby ich obu choroba zaraźliwą się stała. [...]

___________________________________________

Sławomir Leitgeber w monografii genealogicznej „Morawscy herbu Nałęcz I – 600 lat dziejów rodziny”, Poznań 1997, stwierdza m.in.:

Str. 66-67. „[...]. Zasługi Józefa Morawskiego i jego późniejsza działalność na terenie rodzinnej Wielkopolski dotąd nie doczekały się rzeczowej oceny historyków, dlatego i jego życiorysu, a w konsekwencji i wzmianki o jego żonie Pauli, próżno szukać w ‘Polskim Słowniku Biograficznym’, aczkolwiek na biogram bez wątpienia zasługiwał. [...]”

Str. 71. „[...]. Karwowski w ‘Historii Wielkiego Księstwa Poznańskiego’ podkreśla znaczący wpływ Józefa Morawskiego na kształtowanie rozwoju umysłowego i moralnego społeczeństwa Wielkopolski, wspomina także o jego zainteresowaniach filozoficznych. Swoich prac z tej dziedziny Morawski nie publikował, uczynił to dopiero jego wnuk, zasłużony działacz Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk dr med. Franciszek Chłapowski, ogłaszając je częściowo drukiem w Rocznikach PTPN z 1892 r. Światło dzienne ujrzała korespondencja Józefa Morawskiego z wybitnym filozofem Józefem Wojciechem Gołuchowskim, profesorem Uniwersytetu Wileńskiego. Jako filozof Józef Morawski godzien jest stanąć w jednym rzędzie z dwoma współczesnymi mu filozofami z Wielkopolski, Augustem Cieszkowskim i Karolem Libeltem. Do tej pory jednak pozostaje w cieniu. [...]”

a w biogramie jednego z wnuków na str. 82, w opisie jego studiów wzmiankuje, że: „Równolegle, już we własnym zakresie, studiował [ów wnuk – przyp. LD] filozofię Kartezjusza i Kanta, a z pewnością nie były mu obce poglądy głoszone przez innych filozofów europejskich, w tym polskich, m.in. przez Józefa Morawskiego z Oporowa.”

natomiast w biogramie generała Franciszka Morawskiego na str. 125 pisze: „W oczach niektórych przedstawicieli pokolenia Morawskich, które weszło w dojrzałe życie w dwudziestoleciu międzywojennym, najwybitniejszą postacią w rodzinie był nie generał, lecz jego brat Józef, referendarz stanu w rządzie Księstwa Warszawskiego, właściciel Oporowa. Nie podzielam tego poglądu.”

___________________________________________

Andrzej Edward Koźmian, „O kmiotku polskim”, w Lesznie nakładem i drukiem E. Günthera – 1843, we wstępie adresowanym pisze:

str. 3-6 Do Józefa Morawskiego
Niech Cię nie dziwi, szanowny Panie! że chcąc do rodaków przemówić o kmiotku polskim, odwołuję się myślą do Ciebie, i powagi imienia Twego, na poparcie mowy mojej, szukam. W wielkiem dziele usamowolnienia włościan, dokonanem w tej części kraju, którą zamieszkujesz, zdania Twojego, pomocy, Twego światła i doświadczenia wzywano, gdy się tym ważnym zajmowano przedmiotem . . . . . . . . . . . . . . Zastanawiając się nad nim, udałem się do Ciebie z prośbą o udzielenie niektórych objaśnień i uwag, które mi do pracy mojej potrzebne były. Odpowiedzi chętnej, skorej, i zupełnie zaspokajającej nie odmówiłeś. Otrzymałem ją, i znalazłem w niej wiadomości i spostrzeżenia głębokie, tak w teoryi, jak w praktyce czerpane. W swoim czasie i miejscu nie omieszkam z nich korzystać, dziś zaś pozwól, abym Ci przesłał pismo, które chciej tylko jako wstęp i przedmowę do następnych w tym rodzaju prac przedsięwziętych uważać.

Choć to pismo w Małopolsce skreślone, Wam Wielkim Polakom (*) przesyłam. [* W nie jednem dawnem piśmie znalazłem to nazwanie Wielki Polak, Wielcy Polacy, zamiast Wielkopolanin, Wielkopolanie. Dziś szczególniej tę dawną nazwę właściwie i chętnie należałoby przywrócić – przyp. autora]. Nie do Was jednak w niem przemawiam. Wy go nie potrzebujecie, bo u Was włościanin jest już właścicielem, przecież spodziewam się, że go nie odepchniecie, że je z miłą przyjmiecie chęcią, bo zrozumiecie snadnie myśl i czucie jego, bo wspomniecie sobie, że kmiotek polski, u Was tylko jedynych dopiero, cieszy się własnością ziemską. Gdy jednak i w innych częściach kraju, lepsze zrozumienie istotnego dobra swego, zbawienny wpływ wiary i miłości chrześcijańskiej, ogrzewającej coraz silniej serca zbolałe, dążność przemysłowa tego czasu, a wreszcie Wasz przykład, obudził w wielu umysłach przekonanie, że nadeszła pora popracowania około usamowolnienia włościan polskich; sądzę, iż jest obowiązkiem każdego starać się, aby to przekonanie coraz się więcej szerzyło i wkorzeniało. Celem więc tego małego pisma, które Ci, szanowny Panie, ośmielam się ofiarować, a które możnaby nazwać fizyologią kmiotka polskiego, jest przypomnienie, czem był, czem jest zawsze nasz włościanin; napomknienie, jakie nadzieje na nim polegają, jaka jego jest przyszłość, i nakoniec obudzenie litości dla niedoli i pogwałconych praw jego. Znajdziesz tu Panie! rzuconych tylko kilka myśli, które gdzieindziej szerzej wyłożyć się dadzą. Ale czemże jest w życiu praktycznem myśl sama? Czem myśl nawet słowem objawiona, jeżeli w czyn nie przejdzie? W wiosce, którą Opatrzność pieczy mojej powierzyła, chcę ja w sposób, jaki mi się najwłaściwszym zdawać będzie, i czynem przemówić, a tymczasem może nie będzie bez korzyści słowem czucia myśli obudzać i zachęcać do działania. Zamierzam ja sobie zająć się obszerniejszą w tym przedmiocie pracą, i wygotować historyą ludu włościańskiego w Polsce. Zbieram do tego dziełka potrzebne materyały, materiały jeżeli siły i zdolności wystarczą, jeżeli mnie nie zawiedzie pomoc uczonych mężów, rzeczami ojczystemi trudniących się, opowiem dawne i wcześniejsze losy, przygody, nieszczęścia, uciski, prawa i nadzieje najliczniejszej części mieszkańców tej ziemi. Z jakąż pociechą, z jaką rozkoszą w opowiadaniu mojem wspomnę o tych wszystkich, którzy i dawniej i w czasach nas bliskich stali się obrońcami, opiekunami, dobroczyńcami ludu wiejskiego. Z jakim uczuciem wdzięczności wymówię czcigodne imiona ostatnich czasów, księcia Stanisław Poniatowskiego, księżnej Jabłonkowskiej, wojewodziny bracławskiej, Chreptowicza, Staszica, księżnej Izabelli Czartoryskiej i tylu innych. Nim zachęcony Twoją radą, Twojem zdaniem, przystąpię do tej pracy, pozwól, niech Ci ofiaruję to przygotowawcze, przedwstępne pismo. Jeżeli osądzisz, że może się stać użytecznem, weź je w opiekę i puść na widok publiczny. A nie dziw się, powtarzam, że ten skromny przysionek, do większej prowadzący budowy, Tobie poświęcam, Twojem chcę zaszczycić imieniem.

___________________________________________

Jenerał Dezydery Chłapowski „Pamiętniki – część II – Wojna roku 1830-1831”, nakładem synów – Poznań 1899,

str. 112-113 O wielkim autorytecie Józefa Morawskiego świadczy list generała Dezyderego Chłapowskiego włączony do jego Pamiętników, w którym generał wyjaśnia referedarzowi motywy niektórych swoich postaw i czynów negatywnie ocenianych przez współczesnych.



___________________________________________

*/ Dom państwa Józefa i Pauli Morawskich w Oporowie upamiętnił przebywający u nich, popularny współcześnie poeta Wincenty Pol w wierszowanym utworze „Pieśń o ziemi naszej” [Sławomir Leitgeber na str. 72 cytowanej wyżej monografii Morawskich].

Pierwsze, anonimowe wydanie „Pieśni o ziemi naszej” nosi datę 1843 r. Poniżej strona tytułowa i dwa fragmenty z krakowskiego wydania tego utworu w roku 1888, z których pierwszy zawiera zwrotkę nawiązująca do Oporowa (patrz skan strony 4), a w drugim jest opisana „właściwość domów polskich rozszerzania się do nieskończoności” (bardzo podobnie do zacytowanego na wstępie opisu L.Siemieńskiego).

***

Co to tak się w głowie męci?
Rad bym duszę mą ocucił;
Ach, i z serca czy z pamięci
Coś wysnował i zanucił
Jakoś rzewnie czy miłośnie
I wesoło czy żałośnie,
Coś a bracie czy o bitwie,
O Koronie czy o Litwie?...

"Gadu, gadu, stary dziadu!
Pleć, pleciuga, byle długo;

Bajże, baju, po zwyczaju
O tym ,naszym polskim kraju!"

-W to mi grajcie, panie bracie!
W to mi grajcie, miły swacie!
Tyle szczęścia, co człek prześni,
Tyle życia, co jest w pieśni.

Długom błąkał się bez celu,
I milczałem, troską blady,
Jak grobowy głaz Wawelu;
Bo nie było z wami rady.

W waśni bracia się rozdarła,
I jak wróg mi życie zbrzydło,
Jak w więzieniu pieśń zamarła
I sokole zwisło skrzydło...

Dziś - gdy jest znów śpiewać komu,
Gdy was widzę znowu w zgodzie
W wielkopolskim starym domu,
Znów wam brząknę: "Żyj narodzie!"


***

A czy znasz ty, bracie młody,
Te pokrewne twoje rody?
Tych Górali i Litwinów,
I Żmudź świętą, i Rusinów?

A czy znasz ty, bracie młody,
Twoje ziemie, twoje wody?
Z czego słyną, kędy giną,
W jakim kraju i dunaju?

[ . . . ]

Wielkie domy za granicą,
A w nich ciasno, choć nie ludno.
U nas mury się nie świecą,
A o kącik nie tak trudno.
Ledwo człek by czasem wierzył,
Dom niewielki – wtem gość wchodzi:
Ot i domek się rozszerzył,
I wnet miejsce gdzieś się rodzi.
Przybył drugi i dziesiąty,
I nie ciasno jest nikomu:
Wyprzątnięto wszystkie kąty,
Coraz szerzej w małym domu;
Zda się, że pan domu sobie,
Ścian i miejsca gdzieś przysporzył,
A on tylko w domu tobie,
Drzwi i serce swe otworzył.
I ta strzecha, choć uboga,
Chociaż niska, przecież bliska,
Dla obcego i dla swego
I od Boga aż do wroga
Jest tu miejsce dla każdego.


[ . . . ]

_____________________
Dla www.klasaa.net
wybrał i opracował:
Leonard Dwornik

WARTO ZOBACZYĆ
Dwór Drobnin

Kościół Pawłowice

Dwór Oporowo

Kościół Drobnin

Pałac Pawłowice

Kościół Oporowo

Pałac Garzyn

Dwór Lubonia

Pałac Górzno
Wygenerowano w sekund: 0.01 4,948,032 Unikalnych wizyt