Wrzesień 25 2020 18:05:38
Nawigacja
· Strona główna
· FAQ
· Kontakt
· Galeria zdjęć
· Szukaj
NASZA HISTORIA
· Symbole gminy
· Miejscowości
· Sławne rody
· Szkoły
· Biogramy
· Powstańcy Wielkopolscy
· II wojna światowa
· Kroniki
· Kościoły
· Cmentarze
· Dwory i pałace
· Utwory literackie
· Źródła historyczne
· Z prasy
· Opracowania
· Dla genealogów
· Czas, czy ludzie?
· Nadesłane
· Z domowego albumu
· Ciekawostki
· Kalendarium
· Słowniczek
ZAJRZYJ NA


Jaxa Marcinkowski - poeta-megaloman, bywalec warszawskich salonów literackich.

KAJETAN JAKSA MARCINKOWSKI (ok. 1788–1832), poeta; działacz oświat., m.in. zast. wizytatora szkół na Wołyniu; poeta przeciętny, ale megaloman, był przedmiotem drwin i zabaw lit. w warsz. środowisku pisarskim (m.in. parodystyczny poemat Konstantego Gaszyńskiego Jaksjada 1827); liryki, poemat heroikomiczny Gorset w tomie Zabawy wierszem dla płci pięknej (1818), przekłady z literatury ros. i fr. (Rozrywka w samotności 1821).

Tyle sucha notka biograficzna z Encyklopedii PWN. Nota bene do autorstwa poematu „Jaxiada” przyznaje się Gustaw Olizar, który w swych wspomnieniach (PAMIĘTNIK 1798-1865 Gustawa Olizara z przedmową J.Leszczyca, Lwów 1892, rozdział XI) pisze m.in.: „... wspomnę żem w ówczas także napisał poemat bohatersko-komiczny JAXIADĘ („Niezrównanego męża dzielne śpiewam czyny, co oświecał mieszkańców pustej Ukrainy. ..."), pewnej w ową chwilę wziętości, tak z powodu przyjętego zwyczaju prześladowania Marcinkowskiego, jako z aluzyi do pierwszego burzliwego sejmu królestwa moskiewsko-polskiego, ...”.
Problem autorstwa JAXIADY pozostawiam profesjonalnym badaczom literatury tego okresu.

- - - - -

Nie sposób jednak właściwie odebrać i zrozumieć treści przepięknego utworu Franciszka Morawskiego „Do milczącego Jaxy” (a także osobowości naszego generała-poety) bez bliższej znajomości postaci adresata, z którym autor poraz pierwszy zetknął się w Warszawie u generała Wincentego Krasińskiego. O okolicznościach poznania Jaxy przez Franciszka Morawskiego można wnioskować z opisu biesiad literackich u generała Wincentego Krasińskiego zawartego w życiorysie Zygmunta Krasińskiego autorstwa Andrzeja Edwarda Koźmiana, który wylicza tam dość szczegółowo bywalców salonu Krasińskich, pisząc m.in.:

» Dom jenerała Krasińskiego od roku 1815 do 1827 był w stolicy jednym z najprzyjemniejszych i najchętniej uczęszczanych, był jako spółeczeństwo męzkie i literackie jedynym. [...] Za życia żony zwykł był spraszać jenerał na ranne śniadania, i na nich to nieraz zabawiał gości dowcipem i niewyczerpaną, żartobliwością Aloizy Żółkowski, który wraz z Ludwikiem Dmuszewskim i Bonawenturą Kudliczem częstym był jenerała współbiesiadnikiem. Później nastały częste literackie zebrania, a następnie sobotnie obiady po prelekcyi literatury powszechnej Ludwika Osińskiego, którą on w ten dzień w uniwersytecie warszawskim wykładał. Uczęszczający do domu jenerała goście znajdowali zawsze życzliwe pojęcie, wesołość, zupełną swobodę, wiadomości dnia każdego, dzienniki krajowe i zagraniczne, wszelkie nowo wyszłe dzieła ojczyste i godniejsze uwagi zagraniczne. Tam przy stole obiadowym lub w poobiednich godzinach, przy dymie fajek (cygar palenie nie było jeszcze weszło w zwyczaj, i sam tylko gospodarz zwykł był ich używać) toczyły się rozmowy i rozprawy uczone czy żartobliwe, literackie, polityczne lub naukowe. [...] Najczęstszymi gośćmi jenerała Krasińskiego bywali: biskupi Woronicz i Prażmowski, Julian Ursyn Niemcewicz, Ludwik Osiński, Jan hrabia Tarnowski, jenerał Franciszek Morawski, Kajetan Koźmian, Kazimierz Brodziński, Kwiatkowski Franciszek, Salezy Dmóchowski, Brunon Kiciński, Kownacki, Józef Mieroszewski, Franciszek Grzymała, Waleryan Krasiński; z uczonych i nauczycieli: Joachim Lelewel, Samuel Bogumił Linde, Ciampi, Bentkowski, Schubert, Vogel. Tam młodzi pisarze wstęp i zachętę znajdowali, Odyniec mianowicie, Dominik Lisiecki, Tymon Zaborowski, Godebski; tam Konstanty Gaszyński współtowarzysz szkólny i przyjaciel Zygmunta z pierwszemi próbami literackich zdolności występował. I z innych prowincyi Polski przybywający literaci, pisarze, byli pewni ujmującego przyjęcia, naprzykład pożądany gość z Wołynia Gustaw Olizar który dowcipem swoim powiększał wesołość przyjaznego koła. W domu to jenerała Krasińskiego ukazał się i dał poznać stolicy, wołyński namiętny rymokleta Kajetan Jaxa Marcinkowski, wprowadzony przez Jana Tarnowskiego, z którym poznał się w Porycku u wuja jego Tadeusza Czackiego.«

- - - - -

Nieco inaczej „wejście” Jaxy do grona bywalców salonu generała Krasińskiego przedstawia Marian Brandys w „Końcu świata szwoleżerów”, o czym na końcu. W jednym ze swoich przypisów Marian Brandys wskazuje, że: „Pełny życiorys Jaxy-Marcinkowskiego odnaleźć można w znanej pracy Jana St. Bystronia pt. „Literaci i grafomani z czasów Królestwa Kongresowego”.

„Pamiętników Kajetana Koźmiana”
zebranych i wydanych przez jego syna, cytowanego wyżej Andrzeja Edwarda Koźmiana (Poznań, 1858). Przypuszczenie to opieram na wzmiance Andrzeja Edwarda Koźmiana zawartej w jego własnych wspomnieniach zatytułowanych „Pamiętniki dziewiętnastego wieku” (Poznań, 1867), w których pisze:

»Ojciec mój w Pamiętnikach swoich obszerny poświęcił mu rozdział i, przypominając sobie owe czasy wesołości, żartów, nawet pustoty, ową ciągłą najzabawniejszą krotochwilę, w której i on był aktorem a której bohaterem był Kajetan Jaxa Marcinkowski, opisał tego niefortunnego wierszokletę, że tak powiem, con amore. Tam wspomniał o jego początkach wołyńskich, o jego przybyciu do Warszawy w r. 1818; wprowadzony do domu jenerała Krasińskiego przez kasztelana Tarnowskiego, często w nim przebywał, mając pretensye do zasług literackich a szczególne upodobanie w dobrych obiadach.«

- - - - -

We własnych wspomnieniach, powołując się na pamiętniki swojego ojca, Andrzej Edward Koźmian pisze dalej:

»Z początku oceniano jego zdolności poetyckie [Kajetana Jaxy Marcinkowskiego – przyp. LD] podług ich wartości, lecz jeszcze nie żartowano z niego, jeszcze bowiem nie odkryta w nim była obfita mina śmieszności, która później takich skarbów dostarczyła. W roku 1818 rozmnożył się był ród lichych wierszokletów. Morawski napisał na nich wiersz pod tytułem „Nowy Parnas”, w którym, wymieniwszy wszystkich tych nędznych pisarzy, skarcił ich lekką bronią dowcipu. Wiersz ten w obieg puszczony, wiele narobił hałasu wśród literackiej hałastry. Jaxa Marcinkowski nie mógł w nim być zapomnianym jako autor najśmieszniejszego poematu „Gorset”, w tymże roku w Warszawie wydanego.

Co widzę — jakaż to się kurzawa rozlega,
Jakiż hufiec zajadły w pomoc im przybiega,
Pędzi z wołyńskich krain Marcinkowski dzielny,
Lecisz i ty z twej Rusi — molu nieśmiertelny itd.

Taka tylko w tej złośliwej satyrze wzmianka o Jaxie znajdowała się, lecz i ta była dostateczna do obruszenia całej jego miłości własnej, a łatwo się domyślić, że w nią obfitował, będąc poetą i do tego złym poetą. Gdyby był zniósł tę zaczepkę spokojnie i pokrył ją, milczeniem, byłby się jeszcze nie stał nieszczęśliwą ofiarą dowcipów i wesołości towarzystwa jenerała Krasińskiego. Lecz nie tyle jeszcze wzmianka o nim, jak ten epitet dzielny obraził go i gniew jego poruszył. Dla czego dzielny? co jest dzielnego we mnie? pytał i często powtarzał. Obruszał go ten przymiotnik, bo właśnie był dla niego najwłaściwszym, jak się szczególniej później okazało. W istocie było coś w całej jego postawie, czem zasługiwał na ten epitet; malowało się w niej bowiem niezmierne zaufanie w samym sobie, wysokie o sobie przekonanie, słowem dzielność miłości własnej; dzielnym on był, znosząc tak mężnie, z takim stoicyzmem wszystkie żarty i pociski; dzielnym był w wytrwałości, nie zrażając się niepowodzeniem w swoim zawodzie literackim, dzielnym był w pożerczym apetycie. Przymiotnik dzielny zdawał się dla niego stworzenym i dla tego tak go obrażał. Podchwycona ta śmieszność stała się źródłem niewyczerpanym uciechy i zabawy. Lunął deszcz wierszy na Jaxę: to Morawskiego, to Mieroszewskiego, to nawet mego ojca. Gustaw Olizar, który znał był Marcinkowskiego na Wołyniu i już się nim tam zabawiał, przybywszy do Warszawy, przywiózł z sobą żartobliwe poema „Jaxiade”, gładkim wierszem i z dowcipem napisane, którego dzielny autor „Gorsetu” był bohaterem. Odtąd Marcinkowski stał się przedmiotem i ofiarą niewyczerpanych żartów i figlów, które obudzał silną wiarą w swoje literackie zdolności, połączoną z zupełnym brakiem nauki, nieszczęśliwą namiętnością do wierszy bez żadnej poetycznej zdolności, i pewną bunczucznością postawy, której towarzyszyło zamiłowanie uczt, zabaw, dobrego jadła i niezmierny apetyt. Ten apetyt przymuszał go do znoszenia wszelkich żartów i figlów tych, którzy go obiadami karmili, wyzuwał go więc niejako z jego niepodległości i nawet godności a wraz z śmieszną jego wierszomanią i zarozumiałością służył za usprawiedliwienie tym, którzy te żarty zbyt daleko może posuwali. Jaxa bowiem był poczciwym człowiekiem, słabej głowy, najlepszego serca; nigdy on żadnej nie dopuścił się podłości charakter jego plamiącej, nigdy nikomu nie stał się szkodliwym a gdy mógł, starał się być usłużnym. Całą winą i nieszczęściem jego były jego śmieszności, nieszczęściem albo może i szczęściem, bez nich bowiem nie byłby zdobył słynności, której tak pragnął, nie byłby miał udziału w ucztach, w smacznych biesiadach, które tak miłował, nie byłby miał przystępu do naypierwszego towarzystwa, które tak lubił, nie byłby żył z literatami, poetami, uczonymi, do których chciał koniecznie należeć. Przypominał on mnie ze swojemi śmiesznościami tych żebraków, kaleków, którzyby nigdy za zdrowie kalectwa swego nie oddali, bo to stanowi całe ich bogactwo, niem obudzają litość przechodzących, jałmużnę otrzymują i im większe ich kalectwo, tem lepszy ich zarobek.

Od trzech lat prawie już Jaxa zabawiał towarzystwo, które się u jenerała Krasińskiego zbierało, lecz sława jego śmieszności dopiero w tym roku 1821 rosnąć i olbrzymieć poczęła. W tym bowiem czasie jenerał Krasiński zebrał wszystkie wiersze przeciw Jaxie wymierzone i w swojej własnej drukarni, którą miał w pałacu, wydrukować je kazał pod tytułem „Niesnasków Parnasu." Jest w tym zbiorze i „Nowy Parnas” Morawskiego i „Wiersz” mego ojca i owa „Jaxiada” Olizara. Zbiór ten, który posiadam, należeć będzie kiedyś do największych rzadkości bibliograficznych, nie wiem, czy gdzie drugi znajduje się egzemplarz.«

- - - - -

Natomiast w „Życiorysie Zygmunta Krasińskiego”, po zacytowanym tu wyżej wyliczeniu bywalców salonu generała Krasińskiego, Andrzej Edward Koźmian pisze dalej o Jaksie Marcinkowskim podobnie jak we własnych wspomnieniach, ubarwiając jednak opis zabawnymi zdarzeniami z udziałem głównego bohatera:

»Przybył on do Warszawy z głębokiem przekonaniem o swym darze poetycznym, z nadzieją wziętości, sławy, i z nowo wydanym poematem pod tytułem „Gorset”. Marcinkowski był najlepszego serca, wypróbowanej uczciwości człowiekiem; niedostatek, który go uciskał, nigdy go nie popchnął na drogę znikczemnienia i podłości; lecz namiętność wierszowania, która nad wszystkiemi jego skłonnościami górowała, także niesłychana przy braku zdolności i nauki próżność literacka, tudzież zarozumiałość, uczyniły go pośmiewiskiem grona literackiego zbierającego się u jenerała Krasińskiego. Żarty jakich sobie z nim dozwalano, a do których on niejako i śmiesznościami swemi i zamiłowaniem w tem żartującem z niego towarzystwie upoważniał, za daleko czasem posuwano, to prawda. Dał on do nich pierwszy powód, gdy przeczytawszy satyrę bezimiennie przez Franciszka Morawskiego pod tytułem „Nowy Parnas” napisaną satyrę, w której poeta dowcipem karcił ówczesnych wierszokletów, rozgniewał się za tę krótką o sobie wzmiankę:

„Pędzi z wołyńskich krain Marcinkowski dzielny”.

Epitet dzielny niezmiernie mu się nie podobał. Dla czego dzielny? Co we mnie dzielnego? mówił z oburzeniem. Nadaremnie starano mu się wytłómaczyć, że w tym przymiotniku niema nic obrażającego, dąsał się i unosił. Obudziła się więc wesołość tych, którzy byli świadkami tego zabawnego gniewu, sypnęły się gradem zewsząd różne żartobliwe wiersze Morawskiego, Koźmiana i Mieroszewskiego, także Olizara podróż na Parnas i poemat mitologiczny, którego Jaxa był bohaterem. Wszystkie te wiersze wydrukowano w drukarni, którą jenerał Krasiński w domu posiadał. Następnie i młodzi wystąpili z rymami przeciw Jaxie, Lisiecki z balladą o Ordynackiem, Gaszyński z Jaxiadą, Godebski z różnemi satyrycznemi ucinkami. Marcinkowski gniewał się, odcinał, odpowiadał prozą i wierszem [Godebskiemu imieniem Jaxy „odpowiedział” Morawski – przyp. LD], sto razy przysięgał, że więcej nie wróci do domu jenerała i sto razy wracał coraz śmieszniejszym się stając. Nie było też figlów, psikusów, którychby się z nim nie dopuszczano. Raz w drugi dzień świąt wielkanocnych, a więc w dzień śmigusu, gdy Jaxa po sutych poprzedniego dnia święconych spoczywał jak najspokojniej, namówiony służący otwiera okno, i wraz sikawka na dziedziniec sprowadzona, potokami wody pokój zalewa. Przebudzony Jaxa zrywa się, chwyta złożone na stole pod oknem rękopisma swoje i ratując je z ojcowskiem poświęceniem, sam zmoczony, jakby z wanny wyskoczył, ucieka z zalanego pokoju. Innego razu przynoszą wśród obiadu na stół jenerała, ogromnego szczupaka, który był jedną z ulubionych potraw Marcinkowskiego; ofiarują mu część z głową; w tem gdy Jaxa kraje głowę szczupaczą, znajduje w niej jeden ze swoich utworów nowo wydanych. Twierdził Marcinkowski, że doskonale posiadał język łaciński, dla wypróbowania jego znajomości mowy klasycznej, dano mu do przetłómaczenia jedną z ód Horacyusza, w której poeta wspomina, że cnota starego Katona (prisci Catonis) nie raz zagrzewała się winem. Wyraz prisci nieznany tłómaczowi w wielki kłopot go wprawił, chciał więc zręcznie dojść jego znaczenia, bez szukania w dykcyonarzu. Nasunięto mu myśl, że Kato lubiąc wino, twarz pryszczami miał zeszpeconą, uchwycił się jej Jaxa i wyrazy prisci Catonis przetłómaczył opryszczonego Katona. Lecz wieleby stronnic zapisać trzeba chcąc wyliczyć wszystkie żarty, których Marcinkowski stawał się ofiarą. Czasem odpierał je ostrem, a nawet zabawnem słowem, i tak naprzykład gdy raz jenerał Krasiński zapraszał go na obiad, odpowiedział: „dobrze, stawię się, ale jako gość, nie jako potrawa". Te harce z nieszczęśliwym wierszopisem trwały lat kilka; w końcu Jaxa zmuszony niedostatkiem przyrzekł, że więcej wierszy pisać a przynajmniej wydawać nie będzie i otrzymał w wydziale wychowania publicznego miejsce kuratora szkół w Płocku.

Nie przeczę, że z Jaxą przekraczano często granice dozwolonej żartobliwości, przyznam nawet, że zjawiło się, zwłaszcza w późniejszym czasie, wielu pisarzy lichszych od niego, a szczególniej ciemniejszych i niezrozumialszych, których przecież wychwalano, podziwiano nawet; lecz twierdzić jak na to odważył się jeden z historyków literatury polskiej za genialnego ogłoszony, że Marcinkowski lepsze wiersze pisał, niż ci wszyscy pisarze, którzy się z niego wyśmiewali, jest to dopuścić się większej śmieszności że niepowiem niedorzeczności od tych, jakiemi sam Jaxa zasłynął.
«

- - - - -

Jedyna napotkana dotychczas przeze mnie relacja bywalca salonu generała Krasińskiego pochodzi ze wspomnianego na wstępie niniejszego przypisu „Pamiętnika 1798-1865 Gustawa Olizara...”. Gustaw Olizar jako bezpośredni uczestnik swoistej „obławy” na Jaksę Marcinkowskiego w rozdziale XI pisze tak:

»Pobyt mój tam [Gustawa Olizara w Warszawie – przyp. LD] wielce uprzyjemniony był zaznajomieniem się z ówczesną literacką koteryą, do której przypuszczony byłem w domu J. W. generała Wincentego Krasińskiego, nieco ze mną przez Czackich spokrewnionego, nie skalanego jeszcze, ani zdaniem swoim w sądzie sejmowym, ani późniejszemi 1830 roku wypadkami. Celniejszymi członkami tej koteryi byli: Referendarz, radca stanu Kajetan Koźmian, autor "Ziemiaństwa" i kilku ód wsławionych, którego dla powagi klasycznej wierszów jego, nazywaliśmy naszym Homerem; najszanowniejszy obywatel i wieszcz, Julian Ursyn Niemcewicz; Ludwik Osiński, tłómacz Cyda i Alzyry, profesor literatury przy uniwersytecie warszawskim, dyrektor teatru narodowego, człowiek nader dowcipny i wesoły, ale zimny i obojętny a więc nie poeta, chociaż za jednego z pierwszych był wonczas mianowany. Generał Franciszek Morawski, tłómacz Szyllera, Bajrona, Andromachy Rasyna, autor wielu pięknych lirycznych poezyj i wyśmienitych bajek, którego uważałbym za wyraz przejścia z klasycyzmu do romantyzmu, nawet przed Brodzińskim a już się trochę wykluwać poczynającemu w pismach Antoniego Góreckiego na Litwie, wprzód nim potężny Mickiewicz, samowładnie w lat kilka tem berłem zawładnął, Ksawery Godebski, Salezy Dmochowski i kilku innych młodych literatów przypuszczano czasami do tego aeropagu, ale zawsze pod warunkiem niezbędnym każdego monopolu, aby utwory wymienionych liwerantów umysłowych, oceniać i rozsławiać.

Mieliśmy także naszego Pradona czy Bielawskiego, w osobie Jaksy Marcinkowskiego, który na pociechę naszego towarzystwa, ze swojemi rękopismami z Ukrainy do Warszawy przybył. Był on poniekąd pieczeniarzem Krasińskiego, nie z potrzeby, nie z płaskości, bo to był zacny człowiek, ale z nałogu próżnowania, przy wygodach wielkiego domu. Na nim też się młode dowcipki zaprawiali a i weterani Parnasu wesołość swoją ochoczą spędzali. Ja też wielki udział brałem w tych z Jaksą szermierkach i pierwsze względy, na które u koteryi literackiej zasłużyłem sobie, były skutkiem napisanych wierszy pod tytułem: Podróż na Parnas, w których przypuszczając, że wjeżdzamy na Olimp z Marcinkowskim, koczem jego, strażnik graniczny państw Appolina stawa i krzyczy z miną nader srogą:

"Zrewiduję was potroszę
Głupie wiersze wejść nie mogą!"

My zaś kontrabandę mieli i wyliczam poemata Jaksy, któreśmy z sobą mieli.

To prześladowanie Jaksy Marcinkowskiego na schadzkach literackich u generała Krasińskiego, było niedobrą zabawą, która razu jednego znakomicie uczuć się dala samemu gospodarzowi. Żarty i pogadanki literackie zaczynały się zwyczajnie od śniadania. Na jednem z nich podano kotlety en papillotes, zawijane, jak wiadomo w papierze; ale tym papierem były kartki drukowane jakiegoś poematu Jaksy. Sam amfitrjon, przy rozwijaniu pierwszego kotleta, obruszył się, jakoby na brak literackiego smaku swego kucharza, śmiejącego wierszami Jaksy kotlety zawijać... dalej śmiech i przekąsy a Marcinkowski powstawszy z miejsca, godnie bo spokojnie wyrzekł te słowa: "Panie generale! złe wiersze pisać może być wadą rozumu, ale nieszkodliwą, bo nawet jak widzę, wesołość wywołuje, lecz we własnym domu upokarzać zaproszonego gościa, jest wadą serca... tem szkodliwszą, że nas odziera z uznanej staropolskiej cnoty... gościnności!"... poczem wyszedł. Próżne były wybiegania za nim po schodach i ekskuzy Krasińskiego; Jaksa dowiódł, że jest szlachcicem i nie wrócił. Gospodarzowi wielki wstyd a nam wszystkim żal i upokorzenie!

Wyszedł wtedy także poemat składany, prywatnego druku, pod tytułem: Niesnaski Parnasu, w którym Osiński, Morawski, Godebski, poważny nawet Koźmian, udział brali a ja do niego illustracyę rysowałem, wyobrażającą nowy i stary Parnas, rozdzielony błotami pińskiemi, jako aluzya do wieszczów litewskich. Na starym jak zwykle, skały niedostępne, na które w zbroi Achilesa drapie się Koźmian po wawrzyn, który na samym szczycie rośnie. Na nowym, inna zupełnie przyroda i wegetacya; porządna, gładka, bita droga, po której Marcinkowski jedzie na wole, wszędzie roskoszne wznoszą się zielska, łopuch i dendera na wieńcu dla ukraińskiego wieszcza! Bawiło to wtedy a dziś mię razi, bo luboć Marcinkowski był lichy poeta, na pogardę nie zasługiwał.«

- - - - -

Dla badaczy postaci Jaksy Marcinkowskiego (a także Franciszka Morawskiego) ciekawym może okazać się również wstęp do pamiętnika Gustawa Olizara napisany przez J. Leszczyca (?). Oto jego fragment:

»Nasz poeta [Gustaw Olizar – przyp. LD] udaje się do Warszawy, gdzie u swego krewnego Krasińskiego zapoznaje się z całym obozem klasyków. Do szczegółów o tym obozie znajdujących się w pamiętnikach, dodam niektóre z innych rękopisów. W liście do K. P. (zdaje się Konstantego Przezdzieckiego szwagra swego a ojca wielce zasłużonego hr. Aleksandra) posyłając mu urywki z tłomaczenia Zairy Woltera pisze: "Bawił w Warszawie obywatel z Wołynia i Ukrainy niejaki Jaxa Marcinkowski. Był to poczciwy i zacny człowiek, ale rażony monomanią pisania i drukowania złych wierszy. Stał się więc wtedy pastwą naigrawań większych i mniejszych dowcipków, do których niestety i ja należałem. Jak więc w ostatnich czasach panowania Stanisława Augusta, Niemcewicz i inni prześladowali smutnego poetę Marewicza, tak teraz Osiński, Morawski i Koźmian bawili się Marcinkowskim a do tej obławy i nas mniejszych poetów nieraz zapraszano. Pierwsze więc moje dowcipkowe popisy ofiarowane i rozgłaszane były przez tę literacką warszawską koteryą".

Bawiono się w bohaterów greckich. Krasiński pisze raz do Olizara, że Jaxa zupełnie już ich zwycięża, że on (Olizar) tylko jeden może być Achillesem, co tego Hektora pokona, że Ajax (Morawski), Nestor (Koźmian), Ulisses (Osiński), ręce już opuścili i dalej zabierają się do ucieczki, jeśli on dłużej od ich zastępów oddzielać się zamyśla. Wezwanie to nie było daremnem. Olizar gromi rubasznym wierszem Jaxę i pisze nadto bajkę:

Wilk, Kot, Jastrząb, Wąż i Dudek

Wilk (Morawski), Kot (G. Małachowski),
Jastrząb (Krasiński), Wąż (Olizar) i Dudek (Jaxa).


Dla jakiegoś tam hałasu,
Wyleciał dudek z lasu
I na drodze spotkał wilka.
"Już niedziel kilka"
Rzecze z uśmiechem,
"Jak się z niemałym wybieram pospiechem,
By pana mego powitać".
— Cóż cię tu prowadzi, jeśli wolno spytać,
Rzekł wilk. — Miłość dla zwierząt; w tym względzie
Przyszedłem się pochwalić, miło ci to będzie
Słyszeć żem tyle śpiewał, żem tyle się trudził,
Aż człekam znudził!
— Ta szlachetna pobudka
Godną jest dudka,
Wilk mu odpowie, a gdy tak chwali,
Łasnął go łapą i puszcza dalej.
Wtem jastrząb zlatuje,
Wita, całuje,
Zaprasza na śniadanie, tudzież zapowiada:
Zobaczysz węża twego sąsiada.
Jakoż w tej chwili
Kiedy się wszyscy prawie zgromadzili,
Do opowiadań nasz się dudek bierze,
Lecz wąż, to znane najzjadliwsze zwierzę
Przerwał: zaczekaj na kota
Wszak to wielki patryota!
Wtem i kot nadszedł naostrzywszy uszy;
Tedy dopiero dudek się puszy,
Że wszystkich razem o swem uwiadomi dziele;
Rozprawia zatem — lecz czy za mało,
Za dużo, czy za nudnie... zgoła przyjaciele,
(Co za sromota!)
Ów wilk, kot, jastrząb nawet wąż niecnota,
Tak go pieścili,
Tak go chwalili,
Że mu na grzbiecie piórka nie zostało!
Zoil zaś mówi: wy o tem nie wiecie:
To się zdarzyło pewnemu poecie.


Pisma warszawskie musiały drukować wiersze Olizara skoro tenże obrażony jakiemś pochlebstwem niezgrabnem w Pamiętniku warszawskim napisał:

Wychodź, mówię, zły wierszu, kiedyś tak uparty,
Znajdziesz zawsze dla siebie Pamiętnik otwarty.


Biblioteka humorystów mogłaby przedrukować: Podróż na Parnas i Jaxiadę poemat bohatersko-komiczny, który miał być w sześciu księgach napisany a zostało się autorowi tylko dwie i część trzeciej. Olizar sam o niej pisze w brulionie: "Pisało się to w Warszawie podczas otwarcia drugiego sejmu przez ces. Aleksandra I-go. Stąd niektóre alluzye czyli zastosowania do miejscowych politycznych okoliczności.”

"Bohaterem poematu był jak zawsze Kajetan Marcinkowski przydomku Jaxa, człowiek najpoczciwszego charakteru, obdarzony cnotą towarzyską, przyjmowania przyjacielsko wszystkich rodzajów żartu! Nieszczęśliwa pasya jego od pisania wierszów, nadała mu cechę śmieszności, z której się otrząsnąć nie mógł do ostatnich dni życia swego. Marcinkowski wyrównywający talentem Bielawskiemu, to miał tylko nieszczęście, że go nie Trembecki ani Niemcewicz napadał, lecz człowiek, którego poetyckie zasługi w mało co wyższym rzędzie do Jaxy stawiały, człowiek, który za to tylko miał prawo prześladować go, że jednej z nim będąc prowincyi nie chciał by się dobre człowieczysko w nędznego wieszcza przemieniało. Było to wprawdzie z mej strony próżniactwo, może i nadużycie; lecz jeżeli czytelnik dozna jakiej przyjemności w przejrzeniu rzeczonej fraszki, niech raczy pamiętać, że ją napisałem dla Niemcewicza, Morawskiego, Koźmiana, Krasińskiego, przyjaciół znających dobrą duszę Marcinkowskiego. Oni wraz ze mną i przy nim naśmiewali się tylko z metromanii jego; a razem z nami niech ów czytelnik odda hołd należny poczciwości i charakterowi prześladowanego bohatera".«

- - - - -

Pomijając zawarte u innych autorów opisy samego Jaxy, jak i zdarzeń z jego udziałem (żadna powieść biograficzna, czy też poważniejsze opracowanie biograficzne o generale Franciszku Morawskim nie obejdzie się bez wzmianki o Jaxie; może kiedyś te wypisy uzupełnię), przytoczę na zakończenie krótki i nieco odmienny opis „wejścia” Jaksy na salony literackie Warszawy, zawarty w rozdziale „Opinogórczyk” powieści historycznej Mariana Brandysa „Koniec świata szwoleżerów” – część I „Czcigodni weterani” (Wyd. ISKRY, Warszawa, 1972). Wzmiankując tam (str. 78-79) jeden z utworów napisanych i wydanych przez generała Wincentego Krasińskiego - nota bene dedykowany Franciszkowi Morawskiemu - Marian Brandys pisze:

»Trzeci swój utwór, pt. „Rzut oka na wieszczów Prowancyi zwanych Trubadurami”, napisał Krasiński już po sejmie - w czasie zasłużonego odpoczynku po trudach marszałkowania w Izbie Poselskiej. Rzecz była wydana, podobnie jak dwie poprzednie, w niepozornej broszurce w cenie jednego złotego polskiego, ale już tytuł świadczył, że dotyczyła spraw znacznie wznioślejszych niż ,,urządzenie mniejszości żydowskiej". Generał - prawdopodobnie pod wpływem romantycznej żony - zainteresował się starą poezją prowansalską jeszcze w latach napoleońskich, kiedy Krasińscy przebywali stale we Francji. Później - na zebraniach czwartkowych w Warszawie czytywał podobno wiersze poniektórych trubadurów we własnym przekładzie na polski. Niestety - o ile wiem - żadne z tych tłumaczeń nie dochowało się do naszych czasów. Książeczka o poezji miała zapewne przyczynić się do rozproszenia „czadu politycznego”, snującego się wokół Krasińskiego od czasu jego wystąpień na sejmie i przed sejmem. Jednocześnie podkreślała jego twórczy wkład (nie tylko kulinarnej natury) w sympozja literackie na Krakowskim Przedmieściu. Wyszukany temat wskazywał, że dziełko zadedykowane przyjacielowi Franciszkowi Morawskiemu („Ty! co świetnym orężem kraiu broniłeś, a sławę iego wieszczym głosem opiewałeś, równie rycerz jak wierszopis, przyym tę małą ofiarę") było przeznaczone przede wszystkim dla szczupłego grona smakoszów literatury z najbliższego kręgu autora. Ale dwie poprzednio wydane pozycje Krasińskiego narobiły już tyle hałasu, że i trzeci wyczyn pisarski nie mógł przejść nie zauważony przez zaczepnych krytyków, szukających dziury w całym. Znowu doszło do polemiki. Tym razem w prasie. Jakiś anonimowy znawca poezji zarzucił szkicowi o trubadurach zupełny brak oryginalności oraz sporo błędów rzeczowych.

W obronie generała wystąpił jedynie, osławiony wierszopis-pieczeniarz Kajetan Jaxa-Marcinkowski, który zjechał był właśnie z rodzinnego Wołynia na stały pobyt do Warszawy i zabiegał pilnie o nawiązanie stosunków z gospodarzem głośnego salonu literackiego, słynącego z wybornych obiadków. Generałowi niewiele pomogła obrona autora „Gorsetu” i „Rzek polskich”, ale dla niego samego miała skutki dalekosiężne. Wielbiciel poezji prowansalskiej wywdzięczył się swojemu obrońcy biletem wstępu na Parnas. Żądni zabaw literackich intelektualiści, zbierający się co czwartek w pałacu na Krakowskim Przedmieściu, przyjęli nowego współbiesiadnika z otwartymi ramionami, odgadując w nim od pierwszej chwili źródło niewyczerpanej wesołości. Poczciwy grafoman wołyński stał się na wiele lat trefnisiem warszawskich „obiadów czwartkowych". Wprowadziło go to w jakiś sposób na karty historii literatury, ale na zdrowie mu nie wyszło.«


Kajetan Jaxa-Marcinkowski
(ilustracja i podpis z książki Mariana Brandysa „Koniec świata szwoleżerów”)

Prawdopodobnie jedyny zachowany wizerunek Jaxy Marcinkowskiego.
Jest to reprodukcja litografii wykonanej przez Jędrzeja Brydaka (1837-1876)
według rysunku Jakuba Sokołowskiego ze zbiorów Ordynacji Krasińskich .

„Tak, jak sobie z opisów go wyobrazić możemy, jakim go widzimy na świetnym szkicu Jakuba Sokołowskiego, był to pan w średnim wieku, pogodnie usposobiony, lubiący dobrze zjeść i wypić (zwłaszcza na cudzy koszt, bo własnych pieniędzy nigdy nie miał za dużo), prawić komplementy pięknym i mniej pięknym paniom, a nade wszystko słuchać samego siebie, deklamującego własne utwory. To zainteresowanie samym sobą, przekonanie o wenie poetyckiej i wartości swych utworów, o swych zasługach dla literatury ojczystej było tak silne, że możemy je śmiało uznać za patologiczne.” (Jan St. Bystroń, „Literaci i grafomani z czasów Królestwa Kongresowego 1815-1831”, Kaiążnica-Atlas, Lwów-Warszawa 1938, str. 216-217; tam też wkładka graficzna z litografią Brydaka wedle J. Sokołowskiego).


Jaxa Marcinkowski – gość generała Franciszka Morawskiego w Lublinie

WARTO ZOBACZYĆ
Dwór Drobnin

Kościół Pawłowice

Dwór Oporowo

Kościół Drobnin

Pałac Pawłowice

Kościół Oporowo

Pałac Garzyn

Dwór Lubonia

Pałac Górzno
Wygenerowano w sekund: 0.01 3,529,972 Unikalnych wizyt