Grudzień 09 2022 17:36:39
Nawigacja
· Strona główna
· FAQ
· Kontakt
· Galeria zdjęć
· Szukaj
NASZA HISTORIA
· Symbole gminy
· Miejscowości
· Sławne rody
· Szkoły
· Biogramy
· Powstańcy Wielkopolscy
· II wojna światowa
· Kroniki
· Kościoły
· Cmentarze
· Dwory i pałace
· Utwory literackie
· Źródła historyczne
· Z prasy
· Opracowania
· Dla genealogów
· Czas, czy ludzie?
· Nadesłane
· Z domowego albumu
· Ciekawostki
· Kalendarium
· Słowniczek
ZAJRZYJ NA


JENERAŁ FRANCISZEK MORAWSKI

Paweł Popiel
JENERAŁ FRANCISZEK MORAWSKI (1).
(Zm. 12-go grudnia 1861).

A tak zstępują powoli do grobu ostatni reprezentanci epoki Księstwa Warszawskiego, owej epoki pełnej nadziei, zapału, lekkomyślności, a zarazem epicznej wielkości w czynach, wątpliwego a często jednak wytwornego smaku w literaturze, organicznej w najważniejszych socyalnych i prawodawczych zadaniach.

Jednym z ostatnich a niewątpliwie najświetniejszych, najzacniejszych ludzi tej epoki był zmarły dopiero jenerał Franciszek Morawski. Czy pokolenie, które wyrosło, a ma przechowywać podania przeszłości, wie dobrze, kto był Franciszek Morawski? A jednak, lat temu trzydzieści kilka, bajka, satyra, wiersz ulotny Morawskiego obiegały kraj cały, rzadko drukowane, rozchodziły się pisemnie, (bo Wielki Książę nie lubił wojskowych literatów), a po dziś dzień nie straciły nic ze swej wartości. On to powiedział ową sławną mowę w rocznicę śmierci Księcia Józefa Poniatowskiego, kiedy powracające pułki polskie wyprawiły we Francyi żałobne nabożeństwo, on w czasie powstania i wojny r. 1831 po zużyciu się kilku uczciwych ludzi, jako minister wojny sprawę tę wiekopomnej sławy do końca doprowadził. On wreszcie kilkoletniem zesłaniem w Wołogdzie opłacił zaszczyt niepożyty służenia dobrze Ojczyźnie na wysokiem stanowisku. Żołnierz, wieszcz, wysoki dostojnik, męczennik — wszystko przy dobrem sumieniu: wychował też zacnego syna i pełną uroku córkę — co Bóg mógł więcej dać człowiekowi?...

Dzierżykraje Morawscy, rodzina wielkopolska, dawno siedzieli na Oporowie. Pod koniec ostatniego wieku, trzech braci było w tym domu patrzących dziecinnem okiem na ostatni upadek Ojczyzny. Józef nauce prawa i filozofii oddany, zaraz po ogłoszeniu Księstwa Warszawskiego wszedł do służby publicznej i do końca jako Referendarz Stanu w niej wytrwał. Po r. 1820 w W. Księstwie Poznańskiem do narad nad oczynszowaniem włościan i przeprowadzeniem tej sprawy użyty, przypłacił wielokrotnemi pożarami poświęcenie czasu, osoby i majątku dla dobra ludu wiejskiego. Jan* młodo zmarły, zostawił krajowi takich dwóch synów, że zaprawdę dość mu się odsłużył. Franciszek, zaraz jak tylko Napoleon stanął na ziemi polskiej, i uderzeniem swej stopy wywołał tysiące jakby ze snu twardego obudzonych rycerzy, zjawił się w szeregach, bił się na wszystkich polach, zdobył krzyż polski i legii honorowej, a przytem co wówczas było rzeczą zwyczajną, śpiewał, wierszował. Tak Godebski, Brodziński, Mieroszewski i inni, z tą jednak różnicą, że talent Morawskiego od razu wystąpił w całej doskonałości co do treści i co do formy.

Zawód literacki Morawskiego, czem był i czem zostanie w polskiej literaturze, opisze zapewne taki, co sam jeden zdolny jest ocenić najdelikatniejsze odcienia poety właśnie takiego jak Morawski. My dajemy mu tę nazwę, której pospolitować nie lubimy, bo choć Morawski poematu na wielkie rozmiary nie utrzymał, to wywołał postacie, które zostaną, a pomniejsze jego utwory mają tę całość i plastyczną wydatność, które są cechą arcydzieła. Wżłobiły się też w pamięć narodu. Kto nie pamięta „Wieży kruszwickiej", kto „Kolei żelaznej", wiersza o „Czapce" do Krasińskiego, kto ustępów z „Klasyków i Romantyków", kto bajki o ziemniakach? i t.d.

Jeżeli nie najświetniejsza, to najgłówniejsza czynność literacka Morawskiego przypada na lata królestwa kongresowego. Wówczas wrzała najzaciętsza walka pomiędzy nową a dawną szkołą. Nie w Polsce tylko toczył się bój zacięty, ale może nigdzie tyle dowcipu, talentu, attyckiej choć zjadliwej soli z jednej strony, tyle geniuszu, zapału i potęgi z drugiej. Najdłużej dochowała wierność dawnej szkole Warszawa. Tam to za gościnnym stołem Marcina Badeniego [dziadka autora niniejszego wspomnienia - przyp. LD] szermowali co piątek Koźmian, Ogiński, Niemcewicz, Staszyc, Morawski, przeciw Romantykom. Sypały się iskry dowcipu świetne, choć czasem palące, a kiedy wątku zabrakło, zaproszony Jaxa Marcinkowski ożywiał naiwnem zarozumieniem i dobrodusznem samochwalstwem. Byliśmy świadkami a czasem uczestnikami tych umysłowych turniejów. Pierwszy otrzeźwiał Morawski. Piękna jego dusza i zdrowy umysł zrozumiały, że natchnienie wieszcze żadną nie jest krępowane formą, a znachodzi się tak w odzie Horacego jak w balladzie Mickiewicza; że forma odnosi się do czasu, natchnienie do wieczności. Koźmian, który nie mniej miał talentu i zdrowego sądu, ale więcej uporu, strofował Morawskiego, który aby nie zostać odpowiedzi dłużnym, pozwalał sobie żartów nawet na Horacego. Taka była jednak przyjaźń serdeczna, takie powinowactwo umysłu i serca pomiędzy tymi ludźmi, że i to nawet poróżnić ich nie mogło.

Kiedy Morawski powrócił z Wołogdy, Niemcewicz opuścić musiał po raz trzeci ziemię rodzinną, ale teraz by nie zobaczyć jej więcej. Osiński umarł. Owo Towarzystwo Puławskie, którego Morawski był często duszą a zawsze ozdobą" rozproszone, pani domu Zamoyskich owo dziwnie rzadkie połączenie cnoty, piękności, uroku, miłości bliźniego, dogorywała pod włoskiem niebem. Koźmiana zastał tylko jenerał Morawski, a że jako poddany pruski, musiał wracać w Poznańskie pod surowemi wówczas pasportowemi prawami, długo tylko listowne utrzymywał z nim stosunki. Jeżeli kiedy ta korespondencya stanie się własnością publiczności, nie wątpić, że znajdą się prawdziwe skarby dowcipu i wytrawnego literackiego sądu.

Później mógł Morawski co lat dwa odwiedzać starszego przyjaciela. Ktoby opowiedział owe radosne piotrowickie zjazdy, owe długie rozmowy i zacięte kłótnie, tenby opowiedział, jak Koźmian drżącem sercem czyta "Czarnieckiego" a w oczach pana Franciszka upatruje sądu. Przymięszał się do nich trzeci młodszy, niepoprawny wieszcz, nie wiedzieć, z jakiej szkoły, ale podobno ze szkoły Izajasza. Tamci „zaznali byli Ojczyznę” a ten „tylko proch i kości" — ale odżyła w jego wieszczym duchu i w całym blasku i w całej żałobie... Tak we trzech, każdy wedle usposobienia odtwarzali najgłówniejsze strony ducha narodowego. Najstarszy przedstawiając epokę heroiczną; drugi w najwierniejszych i najpowabniejszych rysach zamarłe życie domowe; trzeci kilkoma wierszami tak potrafił poruszyć nagromadzone cierpieniem i niesprawiedliwością na dnie duszy narodu żywioły, że buchnęły na raz potokiem, który cieszy, dziwi albo trwoży...

Mówiliśmy o Morawskim, żołnierzu i wieszczu. Ale był on jeszcze jak każdy polski szlachcic, ziemskim obywatelem, owa ostatnia a bodaj nie najświetniejsza dla każdego z nas karyera. W części, która z rozdartych naszego kraju ma może najtrudniejsze położenie, a gdzie gospodarność osobista jest narodową zasługą, osiadł na ojcowiźnie w tej stronie Księstwa, która, nie ujmując innym, okazała zawsze wiele politycznego poglądu. Morawscy, Potworowscy, Platerowie, Chłapowscy, Żółtowscy, Stablewscy, itd. działali zawsze łącznie i w pewnym kierunku. Umiał jenerał być starym, co nie każdy potrafi. Nadziaławszy się do syta, zostawił pole innnym, sam radą, miłością, pośrednictwem dopomagał. Serce i umysł były młode. Najdzielniejsze może utwory poetyczne należą do tej epoki. Jak zaś to serce było gorące, mogliby nam powiedzieć najbliżsi krwią i przyjaźnią, ale tej zasłony podnosić nam nie wolno. Dosyć na tem, jak był kochany; tylko ci, co miłują, miłość obudzić mogą.

Dożył wieku pięknego, bo lat siedmdziesiąt ośm. Dożył chwili, na którą długo czekał, chwili rozbudzenia ducha narodowego. Czyby do niego zastosować słowo Cycerona: fortunat ili exitus, qui ea non vidit quum venerit quae praevidit futura**? — nie mniemam.

-------------------------------
Przypisy:
(1) Drukowane w "Czasie" 1861 r. [przypis redakcyjny w krakowskim wydaniu z 1893 r.]
*) powinno być: Kajetan (młodszy brat Józefa i Franciszka, żył w latach 1786-1829) [przypis LD]
**) Szczęśliwy ten, który nie wie, co go czeka w przyszłości [w przekładzie p. Elżbiety Kownackiej]
-------------------------------
Źródło:
Paweł Popiel, „PISMA”, Tom II. (rozdział IV - Wspomnienia pośmiertne, str. 256)
Nakładem Rodziny, Kraków 1893.

______________________________________
dla przypomnienia 146 rocznicy śmierci
generała Franciszka Dzierżykraja Morawskiego
w dniu 12.12.2007 na stronę www.klasaa.net
wspomnienie to przesłał: Leonard Dwornik


Paweł Popiel (1807-1892) – 2 biogramy autora powyższego wspomnienia pośmiertnego.

Paweł Popiel (1870-1936) – podróżnik-hipolog i pisarz z małopolskich Kurozwęk (rodzinnie powiązany z Wielkopolską – prawnuk generała Franciszka Morawskiego ożeniony z prawnuczką generała Dezyderego Chłapowskiego).




WARTO ZOBACZYĆ
Dwór Drobnin

Kościół Pawłowice

Dwór Oporowo

Kościół Drobnin

Pałac Pawłowice

Kościół Oporowo

Pałac Garzyn

Dwór Lubonia

Pałac Górzno
Wygenerowano w sekund: 0.01 5,109,177 Unikalnych wizyt