I znowu Dzierżykraj-Morawski:
A cóż to jest? – zawoła krytykant zgoła. Jakim cudem tu o księdzu? I to oddanym, dzielnym i wiernym. Ano, przyzwyczaili nas współcześni kapłani do zdrady, kłamstwa i sprzedajności. A tu proszę bardzo – wiara i gotowość oddania życia za drugich, tylko po to, by im przedśmiertną zanieść pociechę.
A o czym jest ten wiersz, bo już mało co bajka? Nie ma postaci zwierzęcych, ożywionych rzeczy, czyli typowego bajkowego sztafażu. Chyba że ktoś uzna, że tonący, rozbitkowie i ksiądz, to zwierzęta albo przedmioty. A może to przebłysk symbolizmu, zanim go zrodziła francuska ziemia. Nie zapominajmy, że Franciszek Dzierżykraj Morawski był przede wszystkim wojskowym, generałem i to na najwyższych szczeblach dowodzenia w Powstaniu Listopadowym. A ten tonący okręt to po prostu Polska, zostawiana przez uciekających niedobitków Armii Polskiej. Ktoś zostającym musiał śpiewać hymny pogrzebowe. Ta scena – nieco bajkowa i fantastyczna, z marynistyczną dramaturgią, to jakby odmalowany obraz z dni ostatnich Powstania Listopadowego. Ale i z każdej innej tragedii dziejowej kraju, który tonie w odmętach zbrodni popełnianej na nim przez usłużnych sąsiadów.
Dziś by się przydał taki ksiądz w Polsce, który nie tyle przyglądałby się tej ponownej tragedii kraju, co pocieszałby strapionych, by do tej tragedii nie doprowadzić. Wszakże w Polsce obecnie tak się dobrze dzieje: urzędnik obrasta w tłuszczyk, biznesmen dorabia się przecież nie na krzywdzie, wyzysku i ciemnocie innych, ogólnie kwitnie wysoki poziom kultury – szczególnie umysłowej – i cywilizacji. „Żyć nie umierać.” Zatem po co ksiądz? – powie wesołek. A wesołkowi z takimi zwrotami jak: „ginących na śmierć gotuje” – łatwo przychodzą przyśpiewki, że oczywiście na wolnym ogniu i z przyprawami kolonialnymi albo dalej: „Godzi, wzmacnia, cieszy w zgonie” oczywiście godzi nożem, wzmacnia trunkiem i cieszy w zgonie dobrymi polskimi dowcipasami. Wesołki to jedno umieją, chichrać bezmyślnie w każdej okoliczności. A potem zdziwienie wielkie, że sam taki na dno idzie, bo za głupi był, gdy mu się mówiło, że trzeba działać, a nie czekać, aż przyjdą.
A ponadto, kto dziś z księży mówi do ludzi: Bracia. Kto z ludzi mówi, jak to dawniej w Polszcze bywało: Bracia Polacy. Kto tak mówi? Bracia Polacy.
Andrzej Marek Hendzel
____________________________
Źródło:
www.hendzel.pl - prywatna strona internetowa Autora (on line 25.08.2013)
tam: WYDAWNICTWO OFICYNA - DZIENNIK MUZYCZNY http://www.hendzel.pl/dz_196.html
________________________
Dla www.krzemieniewo.net
za zgodą Autora
wypisał: Leonard Dwornik
Inne artykuły tego Autora nawiązujące do utworów Franciszka Dzierżykraj-Morawskiego
|