Lipiec 05 2022 11:50:40
Nawigacja
· Strona główna
· FAQ
· Kontakt
· Galeria zdjęć
· Szukaj
NASZA HISTORIA
· Symbole gminy
· Miejscowości
· Sławne rody
· Szkoły
· Biogramy
· Powstańcy Wielkopolscy
· II wojna światowa
· Kroniki
· Kościoły
· Cmentarze
· Dwory i pałace
· Utwory literackie
· Źródła historyczne
· Z prasy
· Opracowania
· Dla genealogów
· Czas, czy ludzie?
· Nadesłane
· Z domowego albumu
· Ciekawostki
· Kalendarium
· Słowniczek
ZAJRZYJ NA


Kronika parafii w Oporowie - rok 1875

Rok Pański 1875

Smutno się zakończył rok 1874. tyle ciosów w nim spadło na Kościół i na naród a nadzieja lepsza nie świta na rok nowy. Pasterze naczelni uwięzieni i tak: X. arcybiskup Prymas Mieczysław Ledóchowski w Ostrowie, X. biskup Suffragan w Koźminie, X. Kanonik Korytkowski w Trzemesznie, X. Kanonik Wojciechowski wypuszczony co dopiero z więzienia. Nadto dziekani X. Krygier, X. Tafelski, X. Tomaszewski, X. Pankau, X. Simon, X. Gantkowski, X. Michalak, X. Pągowski uwięzieni, a innych ten sam los czeka i kary pieniężne. Kilkadziesiąt parafii jest bez pasterzy albo wywiezieni, albo przez śmierć opróżnionych, młodzi księża poza granice Xięstwa wysłani. 300 prawie proboszczów zagrożonych karami przez Massenbacha zarządzającego z ramienia rządu majątkiem kościelnym dyecezyalnym za to, że jego kompetencyi do zarządu majątkiem uznać nie chcą i wzbraniają się z nim korespondować. Oto stan smutny, jaki nam rok nowy 1875 przynosi. Ale za to pociecha wyrasta, że taka odwaga bohaterska w pasterzach naczelnych i Kapłanach, że lud wiernie stoi przy swoich pasterzach, że szlachta gorętszy niż dotąd bierze udział w cierpieniach Kościoła i duchowieństwa. Psuła jednomyślność w tej walce postawa Dziennika Poznańskiego, który bałamucił czytelników swoich, chcąc interes niby narodowy odłączyć od interesu Kościoła i paraliżował swemi wystąpieniami zgodę wszystkich żywiołów, jaka konieczna jest w tej walce. Wszakże wskutek wezwania Kuryera do kompromisu Dziennik Poznański przestał bałamucić i choć gorętszego nie okazuje poparcia w walce kościelnej, jednak nie rozdwaja obozu kościelno-narodowego. Za to jego pismo tygodniowe polityczne pod tytułem „Wiarus”, założone przez partyą liberalną Dziennika Poznańskiego, aby wpływ „Orędownika” na niższe klasy a w szczególności mieszczan sparaliżować, a tem samem „Orędownika” podkopać, który wiernie przy Kościele stoi, w artykułach pod tytułem „Drogi wyjścia” namawiał duchowieństwo do odstępstwa od chorągwi kościelnej, do niesłuchania władzy duchowej, do korespondowania z cywilnym rządowym zarządzcą majątkiem kościelnym, do niepytania się wcale o Rzym, o Stolicę Apostolską. Chciał rozbić szeregi duchowieństwa, jakoby w interesie ratowania narodowości. Pewna część duchownych poszła drogami „Wiarusa”, ale wierna została chorągwi kościelnej. Szczególniej duchowieństwo w dyecezyi Gnieźnieńskiej niepewną przybrało postawę we walce tej kościelnej, ale może łaska Ducha św. i przykład przełożonych pociągnie ich na drogę poświecenia. W roku tym nowym spadną niewątpliwie jeszcze dalekosiężne ciosy na całą dyecezyą naszą, opustoszeją parafie, ale Kościół się nie ugnie pod wszechwładzą państwa, któreby chciało po swojemu w Kościele Chrystusowym gospodarować. W imię hasła iście katolickiego, które wiekopomny poseł z centrum Mallinckrodt wypowiedział w sejmie pruskim, a które było jego ostatnim publicznem słowem wstępujemy w Nowy Rok 1875: Per crucem ad Lucem!

#

Miejscowy pleban przesłał powinszowania Nowego Roku i Imienin do Ostrowa Najprzewielebniejszemu X. arcybiskupowi do więzienia, również do Koźmina Przewielebnemu X. biskupowi Janiszewskiemu.

#

W dzień Nowego Roku odbyła się wieczorem od godziny 5 uroczystość żłóbkowa u Sióstr Służebniczek Boga Rodzicy w Oporówku. Inne lata odbywała się ona zawsze w Wilią samą Bożego narodzenia, ale w tym roku przełożył ją miejscowy pleban na dzień Nowego Roku. odbyła się ta uroczystość bardzo pięknie, dzieci ochronkowe pięknie wiele kolend śpiewały, nadto w Katechizmie wiele się nauczyły. Odebrały na gwiazdkę w podarunku orzechy, pierniki, ciastka i zabawki podarowane na ten cel przez JW. Rozalię Morawską. Miejscowy pleban miał przemowę stosowną a na zakończenie upomniał rodziców przytomnych, aby dzieci pilnie do ochronki posyłali. Ludzie ze wsi a nawet Oporowa dużo się zeszło.
Zaszczyciła swą obecnością uroczystość JW. Rozalia Morawska, której staraniem ta ochronka w roku 1864 została zaprowadzona. Obecnie znajdują się w Oporówku 4 siostry, które oprócz dziećmi w ochronce zajmują się pielęgnowaniem chorych w dobrach Oporowskich. Dwie lub trzy codziennie idą do pracy dominialnej, tj. na spichrz do czyszczenia zboża, do ogrodu, do wiązania powrózeł, a jedna zawsze jest przy dzieciach.

#

Dnia 27 stycznia odwiedził miejscowy pleban wraz z X. Fligierskim administratorem z Ponieca i X. Blümelem mansyonarzem z Ponieca i X. Hejnowiczem XX. Dziekanów Tafelskiego i Krygiera we więzieniu w Gostyniu. Wolno im było tylko co dzień po poprzednim zezwoleniu dirrigenta sądu i to wobec jego tylko obecności gości przyjmować. Rozmowa także tylko po niemiecku mogła być prowadzoną na wyraźne oświadczenie sędziego. Zaprowadził nas dirrigent do celi więziennej XX. Dziekanów pod strychem, gdzie obaj razem mieszkali. Na dwóch ciasna, choć jeszcze dość znośna i ciepła.

#

W I niedzielę po Trzech Królach miał kazanie miejscowy pleban z ewangelii na tę niedzielę przypadającej, którą homiletycznie według Martina Theoplitus całą rozebrał. W drugą zaś niedzielę miał kazanie o wspólnych obowiązkach małżonków, tj. o wierności, o miłości i pomocy wzajemnej.

#

Miejscowy pleban udzielił szkaplerze niebieskie Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny wszystkim dzieciom, które już były u spowiedzi w ilości 45, które podarowała JW. Rozalia Morawska, na mocy władzy, którą miejscowy pleban odebrał ze Rzymu wkładania podobnych szkaplerzy.

#

Miejscowy pleban i w tym roku jak inne lata odprawił kolendę po parafii. Znalazł i porządek i ducha dobrego. Z Bielaw tylko nie przyszła furmanka mimo zapowiedzianej tamże kolendy. Dlatego tamże nie odbyła się kolenda. W tym roku na kolendzie przyjmował pleban dary dobrowolne w pieniądzach, które przeznaczył na zakupno obrazu do noszenia dla dziewczyn Różańca Żywego Oporowa i Oporówka. Zebrało się przeszło 30 talarów. Na kolendzie rozdawał pleban litanią drukowaną do Matki Boskiej Nieustającej Pomocy wraz z modlitewką i małą fotografijką na przedzie samej Matki Boskiej, które to kartki sprowadził z Wrocławia z księgarni Görlitza. Aby zastać w domu ludzi dominialnych wychodził X. pleban na kolendę do nich dopiero o 3 po południu i chodził do 8 wieczorem. Gospodarzy zaś obchodził albo rano albo od południa.

#

Praca parafialna nie powinna być jako deszcz ulewny, który łamie, niszczy, przybija do ziemi, lecz jako deszczyk łagodny z wolna ale ciągle roszący, który z wolna serca ludzkie przeniknie łaską bożą i miłością bożą.

#

Odpust bractwa św. Wstrzemięźliwości w dzień Matki Boskiej Gromnicznej odbył się uroczyście. Dzień poprzednio miejscowy pleban wysłuchał 30 osób, a w sam dzień odpustu blisko 40. bractwo asystowało z białemi stearynowymi świecami na procesyi przed Najświętszym Sakramentem. Na procesyi z Najświętszym Sakramentem prowadził Kapłana pan Franciszek Chłapowski bardzo przykładnie ku zbudowaniu obecnych. Kazanie miał miejscowy pleban. Pierwszą część o znaczeniu uroczystości Oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny i Ofiarowaniu Pana Jezusa, a drugą część zastosowaną do bractwa św. Wstrzemięźliwości zachęcając zebranych do wytrwania w niem. Nazajutrz odprawiło się nabożeństwo żałobne z katafalkiem wystawionym za braci i siostry zmarłe bractwa wstrzemięźliwości, poczem obecni przystąpili do ołtarza jako w dzień św. Błażeja patrona od bólu gardła, gdzie im miejscowy pleban świecami na Krzyż związanymi dał błogosławieństwo przytykając te zapalone świece do gardła i mówiąc przytem: „Per interressionem s. Blassi Episcopi et Martyris, liberet te a malo gatturis et a quolibet alio Deus Pater et Filius et spiritus sanctus. Amen”. W dzień św. Agaty przyniosło kilka osób chleb i jabłka i sól do poświęcenia, które się święcą po podniesieniu.

#

Kazanie in Quinquagesima miał pleban o pobudkach do zachowania postu. W poniedziałek był u XX. Filipinów na czterdziestogodzinnem nabożeństwie. W środę popielcową przypadł 12 stopniowy mróz.

#

W Wielkim Poście tegorocznym miał pleban miejscowy nauki o Sakramencie Pokuty z kazalnicy. Jakkolwiek prawie co rok o nim mówi, skutki w spowiedziach okazują że nigdy na próżno. Najważniejsza to zresztą rzecz na parafii ludzi nauczyć spowiadać się i w ogóle dobrze używać Sakramentu Pokuty. Zwłaszcza wielką wagę pleban kładzie na nauki o żalu i postanowieniu poprawy.

#

X. Tafelskiego dziekana Krobskiego puszczono na wolność po odsiedzeniu przezeń 6 tygodni więzienia w sprawie wykrycia delegata Papieskiego rządzącego dyecezyą. Parafia go w Kościele bardzo solennie przyjmowała. Obecnie uwięziony został po drugi raz i to zaraz na 6 miesięcy.

#

Każda prawda w nauce, jak i w życiu moralnem, wieków potrzebuje aby ją poznano i zrozumiano i drugie tyle, aby się urzeczywistnić.
Humboldt

#

X. biskupa Janiszewskiego po odsiedzeniu przezeń więzienia wywieziono z Koźmina do Berlina, gdzie też zamieszkał i zakazano mu pobytu w Xięstwie Poznańskiem, Prusach i Szląsku. Udał się najpierw do Berlina, a następnie do Krakowa, gdzie zamieszkał u OO. Dominikanów w ubogiej celi.

#

Xiądz Prymas Ledóchowski – Kardynałem!

Dnia 17 marca został mianowany nasz arcypasterz Mieczysław hr. Ledóchowski i arcybiskup Poznański i Gnieźnieński Kardynałem Kościoła Rzymskiego. Wielki to zaszczyt dla naszych obu archidyecezyi, tym większy, że nominacya ta spotyka go we więzieniu. W historyi Kościoła znajdujemy tylko dwa przykłady nominacyi na Kardynała we więzieniu, tj. Kardynał Fisher biskup w Anglii, który zaraz po swej nominacyi został ścięty na rozkaz Henryka VIII króla angielskiego i jakiś biskup w Chinach także we więzieniu mianowany Kardynałem. Deputacya obu Kapituł w osobach JW X. biskupa Cybichowskiego i JW X. Prałata Grandkego, która się udała do Ostrowa, aby złożyć powinszowanie Jego Eminencyi nie została wpuszczoną do więzienia. Równocześnie z naszym arcypasterzem zostało mianowanych sześciu Kardynałów, miedzy innymi arcybiskup z Nowego Yorku Clorkey, pierwszy amerykański Kardynał w historyi, arcybiskup Westminsterki Maning konwertyta i arcybiskup Derkampf, wszyscy znakomitości w Kościele. Miejscowy pleban o tej nominacyi naszego arcypasterza zawiadomił z ambony parafian.

#

X. dziekana Tafelskiego po odsiedzeniu przezeń 6 tygodni więzienia za niewyjawienie delegata tajnego wsadzono znów do więzienia na 6 miesięcy. Przykre ma więzienie, cela ciasna na dwóch, a odwiedziny tylko wobec sędziego Niemca wolno mu przyjmować.

#

Obecnie już karzą grzywnami księży, którzy jadą z posługą duchową na odpusty. A więc i te pewnie będą musiały ustać. I tak 8 księży za swą bytność na odpuście w Dubinie wskazanych zostało, każdy na karę 6 marek za każdą czynność, tak samo 14 księży za bytność na misyi w Domachowie.

#

Dnia 23 czerwca odebrał miejscowy pleban pierwszy list od Massenbacha Komisarza rządowego do zawiadowania majątkiem kościelnym w archidyecezyi Poznańskiej. Wzywa pan Massenbach do złożenia rachunków kasy kościelnej za rok 1873. Po tym liczne posypią się jeszcze inne, dalej termin i kary pieniężne.

#

Uwięziono w Poznańskiem więzieniu X. Prałata Koźmiana Kanonika Katedralnego Poznańskiego i Protonotaryusza apostolskiego, byłego redaktora Przeglądu Poznańskiego, męża niezmordowanej pracy i niezmiernych zasług w Polsce około budzenia życia katolickiego, na rekwizycyą sądu Gnieźnieńskiego, za to że domówił wydania delegata Apostolskiego na dyecezyę Gnieźnieńską. Powołano także o wydanie tego delegata wszystkich kanoników, jak to: X. Prałata Grandkego, X. Doroszewskiego, X. Kurowskiego, X. Maryańskiego, X. Sibilskiego, X. Prałata Likowskiego, X. profesora Dziedzińskiego a po odmówieniu przez nich zeznania jakiego od ich żądają, będą uwięzieni. Obecnie zabrakło dla nich celi więziennej.

#

Dzień 16 czerwca

Na ten dzień jako w dwustuletnią rocznicę objawienia się Serca Najsłodszego Pana Jezusa błogosławionej Małgorzacie, rozporządził Ojciec św. Pius IX ofiarowanie całego Kościoła temuż Sercu Najsłodszemu i nadał w ten dzień tj. 16 czerwca odpust zupełny tym, którzy wyspowiadali się i komunikowali w te dzień. Ponieważ władza duchowna nie mogła wydać w obecnych okolicznościach żadnego rozporządzenia co do obchodzenia uroczyście tego dnia, przeto każdy proboszcz musiał sobie radzić według swej woli. W Kościele Oporowskim uroczystość ta była obchodzoną w następujący sposób: na Ołtarzu Wielkim postawiony był obraz duży Najsłodszego Serca Pana Jezusa, obok którego paliło się 6 świec w lichtarzach trzyramiennych, nadto sam ołtarz był ubrany kwieciem. Kobierzec wspaniały był rozciągnięty na stopniach ołtarza. Rano o 6 była msza św. śpiewana, poczem słuchał spowiedzi miejscowy pleban. Dość dużo osób do Sakramentów przystąpiło.
Główna uroczystość odbyła się wieczorem o 7½. Zebrało się wiele ludu, tak że Kościół był nabity, a gorąco było nieznośne. Z okolicznych wsi i parafii wiele osób przybyło. Przed nabożeństwem rozdał pleban miejscowy 100 karteczek z Ofiarowaniem Sercu Jezusowemu. Odbyły się nieszpory z wystawieniem Najświętszego Sakramentu w monstrancyi, potem kazanie o Sercu Najsłodszem, poczem pleban z ambony głośno i wolno czytał akt ofiarowania a lud cały wyraz za wyrazem głośno powtarzał. Następnie odbyła się procesya z Najświętszym Sakramentem około Kościoła ze śpiewem „Twoja Cześć Chwała”, Suplikacyi i „Gwiazdo Morza”. Skończyło się nabożeństwo o pół do dziesiątej, trwało więc dwie godziny. Uczestniczyła w nabożeństwie Pan Referendarzowa Morawska, pani 85 letnia, X. Kanonik Morawski patron kościoła, państwo oboje Rychłowscy z Drobnina całą familią. Cała uroczystość odbyła się z przynależną wspaniałością. W podobny sposób, tj. na wieczór odbyła się ta uroczystość w Żytowiecku i w Poniecu.

#

Sprawiony został do Kościoła obraz do noszenia dla dziewcząt Różańcowych Oporowa i Oporówka, bardzo piękny w gotyckim stylu, cały wyzłacany. Obraz przedstawia Matkę Boską z dzieciątkiem, po drugiej stronie świętą Rozalię klęczącą w jaskini. Cena tego obrazu 55 talarów, kista 2 talary, razem z transportem 58 talarów. Zapłacony częścią pieniędzy zebranych na kolendzie, częścią z pieniędzy na dobroczynny cel ofiarowanych.

#

Pleban miejscowy otrzymał pod dniem 2 lipca pierwszą karę od zastępcy pana Massenbacha, pana Standy w ilości 90 marek za niekorespondowanie z nim jak zarządzcą majątku kościelnego. Za tą karą pójdą i inne.

#

Ojciec św. pozwolił jak donosi Kuryer Poznański obierać gminom do Kollegiów Kościelnych i rad gminnych. Wiadomość ta w jednych obudziła niezadowolenie, w drugich radość.

#

Miejscowy pleban wraz z innymi księżmi, jako to X. Drwęckim z Kąkolewa, Chiżyńskim proboszczem z Leszna, Sikorskim wikaryuszem z Pempowa został zadenuncyowany za funkcyonowanie na odpuście w Poniecu bez doniesienia o tem Naczelnemu Prezesowi. Wskutek tego miał termin w Lesznie przedwstępny przed sędzią Rechfeldem, który spisał z nim i z X. Drwęckim protokół w którym obaj zeznali, że czynności duchowne jeden kazanie drugi spowiedź sprawowali swą obronę podali. Sędziego zachowanie było nader względne. Oczekuje się dalszego przebiegu sprawy.

#

Jubileusz wielki ogłosił pleban miejscowy zaraz po Wielkanocnej spowiedzi. W tym roku miał kilka nauk najprzód o Odpuście w ogólności, a potem w szczególności o Jubileuszu i o warunkach dostąpienia go. Dla odwiedzenia Kościoła jest on otwarty cały dzień aż do 10 wieczorem i ludzie licznie odbywają jubileuszowe odwiedziny, najwięcej wieczorem.

#

Niektóre sentencye z O. Łęczyckiego

Non cubcta simul sunt ordinanda sed paulatim, ne subditi videantur onerari. Superior laudatet, ubi potest sine affendi culo functiones subditorum et sic illos animet. Non erubescat superior a quorumque in iis rebus consilium petere quae spectant ad eorum officium. P. Florentinus Montmorency cum regeret aiebat: Homo unus – homo nullus, doleoque lubens anscaltabat, quid alii judivarent, farisque ni aliorum ibat sententiam probe expensam. In reprehendendis defectibus etiam gravibus imitelus S. Ignatium, qui alignem corrigens unquam auditus est illi acerbum vita rupertivi vocans inobedientem aut superbum aut iniertem, et pigrum sed erratum illius explicans reumcompungere sludebat. Antequam gravem poenitentiam injungat superior audiat subditum; ...vero erratum certo non voce stet satint est abtinere a puniendo, quam sordis amaritudinem parere. Tu puniendis subditis utatur modo paterno et suavi potisque procedatur cum spiritus ancoris, quam cum perturbatione timuris. Cave at diligentissime, ne semel conceptand malam opinionem de subdito semper retineat, sed emendatum amanter suscipiat et complectatur.

#

Qui vult obedivi nimit – praecipiat parum.
S. Philippus

Monita S. Mariae Magdalenae de Pazzis
data superiori suscepturo regimen comunitatis


1) Suscripias anno regiminis cum illo amore, quo Dominus noster acceptavit crucem.
2) Maneas in illo cum eo amore et animi serenitate, qua mansit in cruce sua Dominus noster.
3) Non quaeras in illo aliud, quam quod quaerevit Dominus manens in cruc, nimisam pati, amare, dare gloriam Patri sub et orari pro crucifixoribus.

#

Moderata cum subditio cirrumspectis bonacit, sed nimia ecludxia contrahitenimest et cruciat, contra vero fiducia valde illos obligat ut et ipsi confidenter agant, Astendat re bonam de illis habere opinionem et suo tempore etiam dicat re ...probare et si iquberanabit eos suaviter.
P. B. Alvarez

Quivis superior ante arulos suos panat, quod fieri superiorem non sit fieri dominum, neque tradi ipsi hominess, quibus imperet, sed fieri Paedagogum principum et vere servum ficiorum Dei, quorum iuram great eisque serviat.
De operam quivis superior (parochus) ut datem subditi de ipso opinionem concipiant ut magna sua con colatione ac fiduria se possuit ibi aperire et intelligent se in nulla re magnis ipsi placere posse, quam vi ad ipsum recurrant, perhusque suum solum aperiant, quantumcumque debiles ipsi sunt. Mille enim animae perenut eo quod usu habeant animum ad interia valitur confessario ver Paracto tuo aperiendum. Nunquam superbe et imperiore aliquid constituat sed humiliter et mantuente, quasi per modum consultationis.
P. Balthazar Alvarez

#

O. Angelus de Paz tak odpowiadał tym, którzy się skarżyli, że msza jego za długo trwa: „Nic dziwnego, że moja msza, którą odprawiam, niekiedy dłużej trwa, kiedy sam Chrystus Pan Najwyższy Kapłan na ołtarzu Krzyża przez całe 3 godziny pierwszą swą mszę św. odprawiał”.

#

Miejscowy pleban 26 lipca za niekorespondowanie z panem Massenbachem, którego kompetencyi uznać nie może, odebrał od tegoż znów 100 talarów nowej kary i wezwanie do zapłacenia w 8 dniach poprzedniej kary 30 talarów pod zagrożeniem egzekucyi. Oczywista, że pielgrzymki egzekutorów się teraz rozpoczną.

#

Wiece polsko-katolickie proponowane w Kuryerze Poznańskim przed dwoma laty obecnie wchodzą w życie, na których się zawiązują zaraz stowarzyszenia polityczne. Takie wiece odbyły się już w Poniecu, Krobi, Gostyniu, Osiecznie. Dalsze są zapowiadane. Na każdym z nich liczono przeszło 400 osób, tj. mężczyzn.

#

Śmierć X. Wojciecha Morawskiego
Patrona Kościoła

Na dniu o godzinie trzy kwadranse na pierwszą w południe umarł opatrzony kilkakrotnie sakramentami świętymi X. Wojciech Morawski właściciel dóbr Oporowa, Kanonik honorowy Płocki i Kamieniecki, licencyat św. teologii, kawaler orderu „Virtuti Militari”, patron Kościoła i beneficyum Oporowskiego.
Urodził się w Warszawie roku Pańskiego 1810 z ojca Józefa Referendarza stanu w ministerstwie sprawiedliwości za czasów Xięstwa Warszawskiego, męża wielkiej nauki, szlachetnego charakteru pracy Pauliny z hrabiów Łubieńskich, córki Feliksa hrabiego Łubieńskiego ministra sprawiedliwości za czasów Xięstwa Warszawskiego. Chrztu udzielił mu X. arcybiskup, poeta Paweł Woronicz. Matka jego była z nim podczas oblężenia Drezna, gdy rząd Xięstwa Warszawskiego po pogromie Napoleona pod Moskwą cofać się musiał, również była z nim w Paryżu podczas abdykacji Napoleona w Fontainbleau. Dom Oporowski w owym czasie był punktem centralnym życia publicznego i towarzyskiego w Wielkopolsce. Nie było znakomitszej osobistości czy to rozumem, czy nauką, czy stanowiskiem społecznym, któraby nie nawiedzała domu Oporowskiego, gdzie gospodarz pan Referendarz Morawski odznaczał się gruntowną nauką i głębokiemi na świat poglądami, pani zaś domu wysokiemi zaś cnotami niewieścimi i bystrością umysłu jaśniała.
Młody Wojciech Morawski taką atmosferą wiary, cnót, nauki i pracy otoczony rozwijał się szybko duchowo, odznaczając się wcześnie wielką bystrością umysłu, łatwością pojęcia, pamięcią ogromną, wyobraźnią bujną a nade wszystko szlachetnością serca. Kiedy ojciec jego rozwijał w nim rozum, nadawał kierunek jego charakterowi, uczył głębszych na świat poglądów, matka rozwijała jego serce, wpajała w niego wiarę w prawdy objawione Kościoła Katolickiego. W 16 roku życia oddany został śp. Wojciech morawski do publicznych szkół Leszczyńskich, które wówczas zostając pod troskliwą opieką pięknej pamięci Xięcia Antoniego Sułkowskiego zażywały dobrze zasłużonej sławy.
Nadszedł rok 1830. Wojciech Morawski podąża za drugimi do szeregów ojczystych. Śp. Wojciech morawski odbył całą kampanię jako adjutant wuja swego jenerała Tomasza Łubieńskiego. Odznaczył się w bitwie pod Nurem, gdzie jenerał Łubieński przedarł się ze swoim oddziałem przez daleko liczniejsze zastępy nieprzyjaciół. Następujący rys z kampanii 1831 roku świadczy pięknie o poświeceniu i szlachetności śp. Wojciecha Morawskiego. Kiedy w bitwie pod Grochowem wśród najgorętszej akcji ubito konia od Władysławem hr. Zamojskim, później generałem, młody Wojciech Morawski ofiaruje mu swego konia z temi pięknym słowy: „Siadaj na niego, bo twoje życie potrzebniejsze jest dla ojczyzny niż moje”. Nagrodą za poświęcenie okazane w powstaniu był krzyż „Virtuti Militari”. Śp. Wojciech Morawski jako jeniec wojenny osadzony został najprzód w Płocku, później wydany władzom pruskim, osadzony został za uchylanie się od służby wojskowej na dwa lata do kompanii karnej. Wskutek jednak zabiegów wpływowych osób został uwolniony po sześciu tygodniach kary na fortecy Głogowskiej.
Miłość ojczyzny przeznacza go teraz na pole pracy i nauki. Spieszy na wszechnicę Berlińską i tam ze zwykłem sobie zapałem oddaje się studyom prawniczym, w szczególności zaś studyom filozoficznym, do których z natury czuł wielki pociąg. Panowała wówczas wszechwładnie na wszechnicy Berlińskiej filozofia Hegla, która u nas bardzo przyczyniła się do wyziębienia wiary i wiele skrzywiła i pobałamuciła umysłów. X. Wojciech Morawski wiarę wyniesioną z domu uratował od rozbicia, zanadto bowiem wiara była zakorzeniona w jego sercu, aby filozofia koronująca pychę, mogła się w niem na stałe osiedlić.
Z bogatym plonem wiadomości wraca X. Wojciech Morawski z Berlina do domu rodzicielskiego i tu rozpoczyna się jego zawód obywatelski. Rodzice jego nawiedzeni ciężką klęską pożaru powierzyli mu zarząd majątkiem a w szczególności wybudowanie pogorzałych budynków. Przy licznych zatrudnieniach w zarządzie majątkowym nie uchylał się jednak Wojciech Morawski od spraw publicznych. I tak brał żywy udział w Towarzystwie Rolniczem Gostyńskiem, Kasynem zwanym, w którem ówczesny ruch społeczno-narodowy w Wielkopolsce się koncentrował. Organem tego Towarzystwa było pismo peryodyczne „Przewodnik Rolniczo-Przemysłowy” w redagowaniu którego miał X. Wojciech Morawski znaczny udział. Równocześnie zasilał wielu artykułami „Przyjaciela Ludu” w Lesznie wychodzącego pod redakcyą zasłużonego profesora Jana Teplińskiego. X. Wojciech Morawski szczególniejsze miał zamiłowanie w starych pamiątkach narodowych i upornie obstawał przy ich zachowaniu. Wielu nie rozumiało jego pobudek, któremi się w tem wszędzie kierował i poczytywało mu to za dziwactwo. A jednak on miał słuszność, bo w starych pamiątkach przechowuje się historya, myśl, tradycya nasza narodowa.
Z Wielkopolski przeznacza go pan Bóg na Podole, gdzie mu daje za małżonkę śp. Maryę hrabiankę Grocholską. Odtąd życie jego było podzielone między Podolem w majątku Strzyżawka a Wielkopolską. Bawiąc u wód w Gryffenbergu wchodzi w bliższe stosunki z O. Karolem Antoniewiczem i stąd się datuje przyjaźń jego z tym Apostołem Galicyi, Wielkopolski i Szląska. On też pierwszy w Wielkopolsce daje przytułek w swoim domu w Oporówku Ojcom Towarzystwa Jezusowego z których dwaj O. Kłosowski i brat Gerard spoczęli także na cmentarzu Oporowskim. Ojcowie Towarzystwa Jezusowego przez dwadzieścia lat pracy gorliwej zasiali w naszej Wielkopolsce obfitą siejbę ewangeliczną i przyczynili się do rozbudzenia u nas ducha i pobożności katolickiej. X. Wojciech Morawski widocznem był narzędziem w ręku Bożem w utorowaniu drogi do nas temu dzielnemu zakonowi, musiał jednak łamać uprzedzenia jakie Ojców tego zakonu u nas z początku spotykały. W nagrodę za przytułek dany na ziemi Wielkopolskiej pierwszym Ojcom Jezuitom dał Pan Bóg dwom dzieciom jego łaskę powołania zakonnego. W Gryffenbergu zawiązał także X. Wojciech Morawski bliższe stosunki z X. biskupem Strossmajerem i X. Kanonikiem Sztulcem. Stąd też należał do małej liczby osób, które kwestyą słowiańską rozumieją. Pan Bóg obdarzył X. Wojciecha Morawskiego czworgiem dzieci. Przy przyjściu na świat czwartego traci swoją drogą małżonkę na Podolu w Strzyżawce.
Ledwie zamknął się grób nad jej martwemi zwłokami, odbiera wiadomość o śmierci ojca swego. Ciężki to był bardzo krzyż dla X. Wojciecha Morawskiego patrzeć na czworo maleńkich dzieci pozbawionych matki i być naraz pozbawionym żony i ojca. A jednak serce jego pokorne umiało znieść krzyż ten ciężki bez szemrania. Z latami i doświadczeniami oczyszczała się i wzmacniała miłość Boża w sercu X. Wojciecha Morawskiego. Już zakres rodzinny nie wystarczał dla serca jego. Postanawia zostać Kapłanem. Zostawia X. Morawski dzieci swoje pod opieką teściów swoich państwa Grocholskich i sam udaje się na studya teologiczne do Rzymu, gdzie w Collegium Romanum ze zwykłą sobie żarliwością odbywa studya, bierze stopień licencyata św. teologii i wraca do kraju. Pierwszą mszę św. odprawił w Rzymie w klasztorze Pań Serca Jezusowego i wtenczas mu służył do mszy Jan Koźmian, wówczas jeszcze kleryk i redaktor długoletni „Przeglądu Poznańskiego”, a następnie Prałat Ojca św. i Kanonik Poznański. Z powrotem dał mu Pan Bóg te pociechę, że mógł pobłogosławić złote wesele teściom swoim państwu Grocholskim.
Teraz rozpoczyna się w kraju praca kapłańska X. Wojciecha Morawskiego, była to prawdziwa praca misyonarza. Z wielką żarliwością rzuca się do służenia Bogu i bliźnim. Przez lat piętnaście kapłaństwa swego daje X. Wojciech Morawski przykład największego zaparcia samego siebie i zapomnienia o najzwyczajniejszych nawet potrzebach. Obierał on zwykle najmozolniejszą cząstkę pracy około zbawienia dusz. Nie dawał się zrazić żadnemi trudnościami i upokorzeniami jakie go nieraz w staraniu się o zbawienie dusz spotykały. Prostotą, pokorą, szczerością, słodyczą, uprzejmością i istotną żądzą pozyskania dusz Panu Bogu miał pozyskiwać dla siebie zaufanie grzeszników. W Kamieńcu Podolskim wszelkiemi sposobami starał się rozbudzić życie katolickie przez ożywienie zaniedbanych praktyk religijnych. Przez cały Wielki Post wraz z X. A. Tomickim, później wygnańcem, daje rekollekcye w katedrze Kamienieckiej. Wznoszą się w Kamieńcu omszałe starością mury klasztoru podomikańskiego zamienionego na więzienie kryminalne. Tam to X. Wojciech Morawski co dzień pukał do furty więziennej, tam po celach więziennych jednał grzeszników z Panem Bogiem. W życiu śp. X. Wojciecha Morawskiego znajdujemy niektóre rysy tak wzniosłe, tak heroicznej cnoty, jakie tylko w żywotach świętych natrafić można. Przytoczę tu jeden z nich.
Raz pędzono przez jego majątek skazańców na Sybir. Podczas etapu zbliżył się do nich X. Wojciech Morawski, bo umiał zawsze nieszczęśliwych wyszukiwać, pocieszał ich, zachęcał do poddania się woli Bożej. Według zwyczaju swego wyjął z kieszeni stułę, którą przy sobie zawsze nosił i zabrał się zaraz do słuchania ich spowiedzi. Dowódca oddziału, nieokrzesany moskal, zelżył go za to i kazał go obić. Z przedziwną pokorą zniósł tę zniewagę sobie wyrządzoną sługa Boży, a nadto idzie do owego dowódcy i przeprasza go najpokorniej, że przeciw jego woli postąpił, ale mówił dalej: „Gdym już karę odebrał niechaj mi teraz przynajmniej wolno będzie widzieć się z wygnańcami”. Dzikość Moskala ugiąć się musiała pod heroiczną pokorą X. Wojciecha Morawskiego i nie tylko ma widzenie się ze skazańcami zgodził, ale także na ich wyspowiadanie, wykomunikowanie i odprawienie dla nich mszy świętej pozwolił. Niejeden z nich może już nigdy nie miał ujrzeć Kapłana katolickiego i nigdy nie miał odebrać zasiłku sakramentalnego.

Rzym
To Rzym ja widzę go – to miasto olbrzymie!
W ziemi połowa, nad ziemią połowa
Ramię pogaństwa, chrześcijaństwa głowa.
Podwójne dzieje, a jedno ma imię
Kiedy miecz podniósł, cały świat krwią zbroczył!
Kiedy krzyż podniósł, światłem go otoczył!
Z wnętrzności ziemi jak przedpotopowy
Świat, kośćmi zwierząt sterczy kolorowych
Tak i on, kolumn i bram tryumfalnych
Z świątyń stare wykazują głowy
Z posady głazów wiele świątyń wyrasta
Taką jest postać Piotrowego miasta.
W miejscu cesarzów z wierzchu kolumna strzeże
Stolicy Pańskiej Paweł i Piotr święty
A w Coloseum z drewna Krzyż zatknięty
Nie ryk lwów słychać lecz ludu pacierze.
Dwa Rzymy straszną tam stoczyły bitwę
I miecz swą strzaskał o świętych modlitwę.
Polsko! I w tobie dzisiaj gości
Z mieczem wyrwać z serca wiarę świętą
Masz wprawdzie w łonie bohaterów kości
Przed okiem kartę misyi rozwiniętą
A miecz spod Wiednia i świętych masz w niebie...
Tylko o Polsko nie zapomni siebie!

X. Fijałkowski ówczesny biskup Kamieniecki widzac jego gorliwość i poświecenie mianował go Kanonikiem honorowym. Przyjął w pokorze śp. X. Wojciech Morawski tę godność, ale odznak jej nigdy nie nosił. Nadszedł rok 1862. jak na wezwanie Wielopolskiego świeccy uczeni mężowie, tak na wezwanie X. arcybiskupa Felińskiego spieszą ze wszystkich stron znakomitsi Kapłani, aby skorzystać z chwili swobody i rozbudzać życie katolickie. Za innymi pospiesza także do Warszawy X. Wojciech Morawski, aby tu stworzyć sobie pole nowe do pracy i poświęcenia. Razem ze świątobliwym X. Ożarowskim, później zakonnikiem Kamedułą, daje na wezwanie X. arcybiskupa Felińskiego rekollekcye duchowieństwu archidyecezyalnemu, nadto wiele innych rekollekcyi w stowarzyszeniach pobożnych. Miewa żarliwe konferencye w akademii duchownej, do młodych lewitów, pełni posługi duchowe w domu św. Łazarza.
Zapełniają się skazańcami na Sybir cytadela i więzienie Warszawskie. I tu działalność kapłańska śp. X. W. Morawskiego w całym blasku poświęcenia występuje. O pracy jego apostolskiej w cytadeli między skazańcami na Sybir wie cała Polska. Ważna to była bardzo sprawa Boża, aby tysiącom wysyłanych na Sybir, którzy nigdy może już nie mieli doznać religijnej pociechy, którzy mieli być wystawieni na tysiączne pokusy zaparcia się wiary katolickiej, a którzy przy tem byli nieraz religijnie zaniedbani, aby im przedstawić okropność ich położenia pod względem zbawienia ich duszy i niebezpieczeństwa utraty skarbu wiary i aby stosownie do tego na duszy przysposobić. A nadto czas do tego zwykle bywał bardzo krótkim, bo często wysyłki na Sybir prędko następowały, a śp. X. Wojciech Morawski rozwija tutaj apostolską prawdziwie gorliwość. Od jednego urzędu chodzi do drugiego narażając się na największe upokorzenia i żebrze z największą pokorą o pozwolenie wstępu do cytadeli i do więzień zapełnionych skazańcami. Wobec jego pokory heroicznej topnieje nieludzkość Moskali. Zabiera nieraz po kilkadziesiąt komunikantów ze sobą, zamyka się ze skazańcami po celach więziennych, nieraz całymi dniami i nocami przemawia do nich głosem błagalnem, aby duszę swą na tak dalekie wygnanie sposobili, kruszy obojętnych, upomina do wytrwania w wierze katolickiej wśród rozlicznych pokus jakie ich czekały. Ostrzega ich, żeby się ze schizmatyczkami nie żenili, aby w godzinę śmierci nie wzywali w żadnym razie popa schizmatyckiego, uczy ich wzbudzać akt żalu doskonałego, spowiada ich i zasila Ciałem Najświętszem. A ileż musiał w tej pracy apostolskiej wycierpieć i od wrogów i od swoich, ale on to wszystko dla Chrystusa znosił ze zwykła sobie słodyczą. Nieraz upadający od znużenia, a gdy go spotkano w nocy bez latarki przepisanej przez policyą, osadzono go nieraz w więzieniu cyrkułowym, gdzie na modlitwie klęcząc noc przepędzał.
I tu osoby wiarygodne podają wypadek z jego pracy w cytadeli, świadczący o heroicznej jego pokorze. Razu pewnego jak zwykle przychodzi do bramy cytadeli mając przy sobie znaczną ilość komunikantów, a tu szyldwach moskiewski nie chce go wpuścić. A pilno mu tam było się dostać, bo tam tyle nieszczęśliwych mogących lada chwila na Sybir być wywiezionych, a duchowo nieprzygotowanych na tak straszliwe wygnanie. Westchnął o pomoc do tej, która Auxilium Christianorum, zbliża się do nieokrzesanego sołdata moskiewskiego i całuje go pokornie w rękę błagając, aby mu nie zabraniał wnijścia. Dzikość nieludzka sołdata musi się ugiąć przed pokorą Kapłana katolickiego, a X. Wojciech Morawski wchodzi radośnie tam, gdzie go nieszczęśliwi w utęsknieniu wyczekiwali. W tym czasie X. Wincenty Popiel biskup Płocki posłał mu dyplom na Kanonika honorowego katedry Płockiej.
Niechętnym okiem patrzał na pracę apostolską śp. X. Wojciecha Morawskiego Xiążę Czerkaski, jeden z najcięższych wrogów Polski i kazał mu na końcu roku 1863 wyjechać z Królestwa wyrażając się do niego pogardliwie słowy: „My tu takich księży nie potrzebujemy”. I prawdę powiedział, boć schizmie tacy Kapłani jakim był X. Wojciech Morawski w rzeczy samej niepotrzebni.
Odtąd śp. X. Wojciech Morawski zamieszkał stale w majątku swoim w Oporowie. Już też i siły jego były nadwątlone, bo i lata się posuwały i praca ciężka je znacznie stargały. A jednak póki mógł i w parafii Oporowskiej i po sąsiednich parafiach zawsze z tą samą cichą pokorą i słodyczą spieszył z pomocą. Jako pan włości był X. Wojciech Morawski prawdziwym ojcem dla swoich poddanych. Kiedy stosunki czasu wymagały podwyższenia płacy i utrzymania robotnikom, uczynił to chętnie i niejedną ulgę poczynił ludziom w swoich dobrach. Dla chorych i dzieci maleńkich utrzymywał Siostry Zgromadzenia Służebniczek Boga Rodziny własnym kosztem i nie żałował kilku korcy zboża, aby chorzy i dzieci w jego majątku miały opiekę. Każdy spracowany człowiek w jego majątku znajdował stosowne zatrudnienie, tak że z majątku Oporowskiego nikt żebraniną się okolicy nie uprzykrza. Siły śp. X. Wojciecha Morawskiego coraz bardziej słabły. Wywiązała się też choroba nieuleczalna. A jak w całym jego życiu, tak i w chorobie swej okazywał zawsze tę samą cierpliwość, choć bardzo wiele cierpiał. Jak życie, tak i jego śmierć była świątobliwa. Kilka dni przed śmiercią przepraszał wszystkich jeżeli kogo w czem obraził i kazał oświadczyć przebaczenie i darowanie tym, którzy względem niego w czem zawinili. Da dni przed śmiercią doznał tej błogiej dla serca katolickiego pociechy, że otrzymał telegram z błogosławieństwem Namiestnika Chrystusowego, który z wzruszeniem i głębokiem uszanowaniem do ust przycisnął. Cześć dla sędziwej swej matki zachował tkliwą do samej śmierci.
Kilka dni przed śmiercią prosił ą o błogosławieństwo na drogę wieczności. Śp. X. Wojciech morawski miał ogromny zapas wiadomości i nauki z każdego prawie zakresu. Wiele bardzo czytał i pamiętał, dlatego rozmowa jego była przyjemna i ożywiona. Praktycznie jednak nie umiał swoich wiadomości zastosować do życia powszedniego. Na sprawy kościoła miał zdrowy pogląd. Zewnętrzność jego zwykle była zaniedbana, zapominał o sobie nieraz, a przez roztargnienie swe niejedną śmieszną rzecz zrobił, którą sobie potem z uśmiechem opowiadano. Uczynienie każdej zmiany przychodziło mu bardzo ciężko, widział bowiem wtenczas niesłychane trudności nagromadzone w każdym przypadku i dlatego trudno mu się było zdecydować na jaką zmianę. Ale skoro już raz spowodowano go do tego, natenczas był zadowolniony. Warszawa cała go znała. W otwartej doróżce przez całą Warszawę odmawiał brewiarz, tak samo i u wód wśród gości na kuracyi będących, co mu za dziwactwo poczytywano. Przy śmierci jego były do zupełnego końca matka jego Pani Referendarzowa Paulina z hrabiów Łubieńskich Morawska i 3 siostry, tj. siostra Seweryna Morawska Siostra Miłosierdzia przełożona dom tegoż Zgromadzenia w Kościanie, pani Dyrektorowa Eugenia Morawska żona Józefa Morawskiego Dyrektora Ziemstwa Kredytowego i panna Rozalia Morawska, nadto syn jego najmłodszy Józef Morawski.
Umarł 26 sierpnia w południe o godzinie 12¾ na raka w nerkach i wątrobie. Wnętrzności jego, ponieważ panowie dr Chłapowski Franciszek siostrzeniec zmarłego i dr Hejnowicz z Ponieca zrobili sekcyą, pochowano na cmentarzu w polu tuż obok kaplicy, a ciało samo pochowano w dniu 31 sierpnia w mauzoleum murowanym, gdzie już spoczywały zwłoki jego ojca Józefa Morawskiego Referendarza w ministerstwie sprawiedliwości za ministra Feliksa hrabiego Łubieńskiego, jego teścia. Na exportę przybyło 15 Kapłanów, exportował do Kościoła miejscowy pleban X. Władysław Woliński, na pogrzeb sam przybyło 30 Kapłanów i znaczna liczba obywateli. Celebrował mszą główną X. Edward Likowski Prałat domowy Ojca św. i regens Seminaryum Poznańskiego, a mowę pogrzebową powiedział miejscowy proboszcz, która to mowa został później drukowana i wielu osobom rozdana. Do grobu poprowadził ciało miejscowy proboszcz. Przy grobie syn zmarłego O. Maryan Morawski ze Starej Wsi z Towarzystwa Jezusowego zakonnik przemówił jeszcze kilka słów do zgromadzonych i oddał krzyż „Virtuti Militari” swemu najmłodszemu bratu Józefowi Morawskiemu z temi pięknymi słowami: „Jam już jako zakonnik inny Krzyż sobie obrał”. Ponieważ była piękna wówczas pogoda obiad dany był w parku dominialnym w alei od szpitala położonej. Majątek Oporowski przejęli dwaj najstarsi synowie zmarłego O. Maryan Morawski i Stanisław Morawski zostający w domu obłąkanych na Szląsku. Na dwoje młodszych dzieci Maryą Morawską zakonnicę Serca Jezusowego w Lwowie i Józefa Morawskiego spada majątek Strzyżawka na Podolu. Kościołowi w Oporowie zapisał zmarły legat 1000 talarów za swoją duszę.

#

Wywiezienie z parafii miejscowego proboszcza Xiędza Wolińskiego

O sprawowanie funkcyi duchownych w obcej parafii, tj. o miane kazanie i nieszpory w Kościele Ponieckim w dzień św. Józefa został miejscowy proboszcz X. Woliński oskarżony wraz z X. Chiżyńskim proboszczem z Leszna, X. Drwęckim proboszczem z Kąkolewa i X. Sikorskim proboszczem w Pempowie. Po odbytym terminie śledczym w Lesznie otrzymał termin do wyroku w Rawiczu na dzień 9 września.
We wilią pogrzebu X. Morawskiego ukazał się Komisarz obwodowy pan Meyer z Osieczny w pełnym mundurze i wręczył X. Wolińskiemu rozporządzenie Naczelnego Prezesa Günthera nakazujące opuścić Xięstwo aż do prawomocnego wyroku. Na to oświadczył X. Woliński, że dobrowolnie nie wyjedzie, że tylko gwałtowi ulegnie. Wskutek czego oświadczył Komisarz, że będzie musiał dopełnić swego obowiązku w piątek, tj. za trzy dni i wywieźć go z parafii. Nazajutrz po ukończeniu mowy pogrzebowej oświadczył parafianom swoim X. Woliński, żeby po ukończeniu pogrzebu zebrali się na nowo w Kościele, że ma im jeszcze coś do powiedzenia, co i jego i ich dotyczy. Po pogrzebie wszyscy wrócili do kościoła i kiedy oświadczył X. Woliński, że otrzymał rozkaz opuszczenia parafii i całego Xięstwa, że w piątek będzie przez policyą wywieziony, powstał w Kościele wielki płacz, który długo się nie mógł uspokoić. Także X. Wolińskiemu trudno było mówić. Następnie dał rozporządzenie na czas swej nieobecności w parafii, wezwał do spokoju i wierności Kościołowi, a gdy z Kościoła następnie wychodził całowano go po rękach ze łzami. Przez 3 dni do piątku wielka liczba parafian zeszła się do spowiedzi, bo myśleli, że długo nie powróci ich pasterz. Na zapowiedzianą mszą św. w piątek rano o 6 zeszło się mnóstwo ludzi, tak że Kościół był nabity cały ludem, a po odprawionej mszy św. przemówił jeszcze raz X. Woliński żegnając się a parafianami, poczem cała parafia ze świecami i chorągwiami odprowadziła go na probostwo i wtenczas nastąpił rozczulający widok żegnania się z proboszczem. Każdy całował na pożegnanie ręce, które na nie jakiś czas miały przestać błogosławić ludowi. Na południe przybył Komisarz i po obiedzie o 3 godzinie wezwał do odjazdu, na co X. Woliński protestem odpowiedział, który to protest jeszcze raz powtórzył przed probostwem wobec zgromadzenia ludu. Poczem pokropiwszy lud święconą wodą wsiadł na wózek z Komisarzem, a za nim odprowadziły jeszcze 3 wozy wypełnione parafianami swego pasterza, którzy chcieli go aż do Bojanowa odprowadzić, atoli X. Woliński prosił ich, aby tylko do granicy parafii mu towarzyszyli, co też uczynili. Na granicy parafii, ponieważ X. Woliński dał słowo, że sam wyjedzie koleją do Wrocławia, pożegnał się z obecnymi i pojechał dalej na kolej do Wrocławia. Stamtąd udał się na Zgromadzenie Szląskich Katolików do Nysy, gdzie miłego doznał przyjęcia. Na 9 września stanął na termin w Rawiczu i razem z X. Drwęckim i X. Sikorskim został wskazany na 6 marek kary, a zapłaciwszy tę karę powrócił do parafii wieczorem o 10 godzinie, gdzie go parafia znów uroczyście przyjmowała czekając za nim do późnej nocy z chorągwiami i światłami. W Kościele rzęsiście oświeconym podziękował swym parafianom za okazane przywiązanie. Tak się skończyło smutne choć krótkie osierocenie parafii Oporowskiej. Oby Pan Bóg ją ratował od powtórnego i dłuższego sieroctwa.

#

W tym roku wielkie śniegi spadły, tak że sankami do woli można pojeździć.

#

Z Kasy Kościelnej sprawione zostało repozytoryum do zakrystyi do przechowania ubiorów kościelnych razem z szafką w środku i szufladami po bokach. Robił je stolarz Bątkiewicz z Ponieca. Kosztowało 45 talarów. Pięknie zostało zrobione.

#

Odpusty oba tegoroczne, tj. Poświecenia Kościoła i Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny odbyły się bez Kapłanów okolicznych, aby nie byli narażeni na kary. Na drugim odpuście komunikowało 150 osób.

#

W końcu Jubileuszu znaczna liczba osób przybywała do spowiedzi po części jednak z okolicznych parafii, bo miejscowi poprzednio odprawili spowiedź i warunki do pozyskania Jubileuszu.


WARTO ZOBACZYĆ
Dwór Drobnin

Kościół Pawłowice

Dwór Oporowo

Kościół Drobnin

Pałac Pawłowice

Kościół Oporowo

Pałac Garzyn

Dwór Lubonia

Pałac Górzno
Wygenerowano w sekund: 0.01 4,732,044 Unikalnych wizyt